Od szczytu z 11 maja (3347,8 pkt) WIG20 spadł już o 8,4 proc. Czy to niespodzianka? Trzeba przyznać, że moment zakończenia dwumiesięcznego trendu wzrostowego był trudny do przewidzenia. Trudno było zgadnąć, że sprzedający zaatakują tuż po podwyżce stóp w USA tydzień temu. Wzrost oczekiwań na kolejne podwyżki kosztów pieniądza za oceanem był chyba raczej pretekstem do realizacji zysków na rynkach akcji, niż sam w sobie uzasadnieniem wyprzedaży. Obecnie rynek zaczyna równie przesadnie obawiać się wzrostu stóp w USA, co wcześniej równie przesadnie ignorował wszelkie zagrożenia. Wzrost rentowności amerykańskich obligacji nie jest przecież nowością, a zaczął się jeszcze wcześniej niż ostatni trend wzrostowy na giełdach.

Gwałtowność przeceny akcji nie jest niespodzianką, biorąc pod uwagę to jak bardzo rozgrzane były rynki zanim doszło do załamania. Już kilka tygodni wcześniej pisałem, że to właśnie pęknięcie spekulacyjnej bańki na rynku miedzi, a co za tym idzie prawdopodobna zniżka notowań KGHM będą główną siłą napędową spadków na GPW - podobnie jak wcześniej były lokomotywą zwyżek.

Nie ma już wątpliwości, że zakończył się średnioterminowy trend wzrostowy WIG20 trwający od połowy marca. Odwrócenie trendu pozwala sądzić, że najbliższe tygodnie upłyną raczej pod znakiem spadków lub co najwyżej nieudanych prób odbicia. Na tak nerwowym rynku można się spodziewać dużej zmienności. Po efektownym pokazie siły sprzedających szybki powrót do szczytu z 11 maja wydaje się mało prawdopodobny. Z drugiej strony równie mało prawdopodobne jest definitywne zakończenie hossy. Nic nie wskazuje na to, by obecną korektę należało traktować inaczej niż tylko przystanek w drodze na nowe szczyty WIG20 w drugim półroczu. W ciągu ostatniego roku doszło do dwóch silnych korekt spadkowych indeksu. W październiku WIG20 zniżkował o 10,6 proc., a w pierwszych miesiącach tego roku stracił 7,7 proc. W pierwszej połowie ub. r. zniżka była jeszcze głębsza - sięgnęła 13,9 proc. Na tym tle obecna przecena

o 8,4 proc. nie jest jeszcze szczególnie silna.