Od szczytu z 11 maja (3347,83 pkt) WIG20 spadł już o 9,5 proc. Stało się to w zaledwie sześć sesji. Tempo przeceny nie jest jednak szczególnie zaskakujące, jeśli spojrzeć na poprzednie najważniejsze korekty będące zwieńczeniem kolejnych
fal hossy (wrzesień-listopad 2003 r., kwiecień-maj 2004 r., marzec-maj 2005 r., październik 2005 r., luty-marzec 2006 r.). W każdym z tych przypadków sześciodniowy spadek WIG20 przekroczył 6 proc.
Powrót do rozsądnych wycen
Te statystyki pokazują, że na razie nie wydarzyło się w zasadzie nic, czego nie można się było spodziewać. Z podobną korektą należało się jak najbardziej liczyć, biorąc pod uwagę choćby balon spekulacyjny na rynku miedzi i skrajne wykupienie w przypadku notowań KGHM. Każdy trend się kiedyś kończy i właśnie akurat teraz nastał ten moment. W kwietniu notowania akcji napędzane kapitałem napływającym do funduszy inwestycyjnych oderwały się od poziomów uzasadnionych wynikami finansowymi spółek. Obecna przecena sprowadza je do bardziej rozsądnych wycen.
Z punktu widzenia analizy technicznej mamy do czynienia ze średnioterminową korektą. W długim terminie natomiast wciąż utrzymuje się trend wzrostowy. Do jego zakończenia potrzebny byłby o wiele głębszy spadek niż obecny. O trwałym pogorszeniu nastrojów świadczyłoby zniesienie całej fali wzrostowej z kwietnia i drugiej połowy marca, a później przebicie przez WIG20 wsparcia wynikającego z dołka z 14 marca (2728 pkt). Na szczęście dla posiadaczy akcji, do realizacji tego scenariusza jest bardzo daleko - WIG20 musiałby jeszcze zniżkować o ponad 9 proc.