Według ekspertów Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową, tegoroczny deficyt budżetu może być nawet kilka mld zł niższy niż zapisany w ustawie budżetowej pułap 30,55 mld zł. - Dochody są niezagrożone. Wszystko zależy od tego, co się stanie po stronie wydatkowej - stwierdził Wojciech Misiąg, kierownik Zakładu Finansów Publicznych IBnGR. Instytut przewiduje m.in., że wyższe od prognozowanych będą dochody jednostek budżetowych (16,7 mld zł zamiast 14,8 mld zł). To m.in. efekt napływu środków unijnych. Prócz tego większe mogą być wpływy z PIT i CIT.

O ostatecznym wyniku budżetu zadecyduje jednak presja na wydatki. - Obawiamy się, że wzrośnie ona przed wyborami samorządowymi na jesieni - stwierdził W. Misiąg. Jego zdaniem, minister finansów może ograniczyć skalę rozchodów, oszczędnie gospodarując rezerwami celowymi (wynoszą łącznie 14,8 mld zł).

Zdaniem instytutu, deficyt sektora finansów publicznych wyniesie w tym roku 4,5 proc. PKB. Rząd szacował, że będzie to 4,6 proc. W 2007 r. instytut prognozuje deficyt na 4,1 proc. (podobnie jak resort finansów). IBnGR podkreśla jednak, że zmniejszenie niedoboru będzie wynikiem lepszego gospodarowania pieniędzmi przez samorządy. W 2005 r. sektor samorządowy zadłużył się zaledwie na 0,9 mld zł. Rząd zakładał, że będzie to 7 mld zł.

Instytut szacuje, że cięcia w budżecie konieczne do wypełnienia wymogów fiskalnych UE (deficyt sektora rządowego nieprzekraczający 3 proc. PKB) wynieść muszą 10-15 mld zł.