Notowania na rynku naftowym wahały się od połowy zeszłego tygodnia pod wpływem sprzecznych doniesień o koniunkturze w gospodarce światowej oraz sporu dotyczącego irańskiego programu atomowego. W końcu ropa zdrożała, mimo że ubiegły tydzień przyniósł prawie 5-proc. spadek jej ceny.
Za zniżką notowań przemawiała perspektywa zaostrzenia polityki pieniężnej w Europie i USA. Wyższe stopy procentowe przyhamowałoby bowiem wzrost gospodarczy, ograniczając popyt na paliwa płynne. Do przejściowego spadku cen ropy do najniższego poziomu od półtora miesiąca przyczyniła się też wiadomość o pojednawczym tonie rozmów między przedstawicielem Iranu a szefem Międzynarodowej Agencji Atomowej.
Ostatecznie przeważyła jednak tendencja zwyżkowa. Sprzyjało jej przekonanie, że zarówno ropa, jak i metale kolorowe staniały w zeszłym tygodniu nadmiernie w stosunku do kondycji oraz perspektyw gospodarki światowej. Dodatkową przyczyną wzrostu cen ropy była zapowiedź sześciu silnych sztormów, które mogą w tym sezonie zagrozić atlantyckiemu wybrzeżu USA i położonym tam urządzeniom naftowym.
Okazało się też, że mimo nacisków Iran nie zamierza zrezygnować z procesu wzbogacania uranu, a to może oznaczać sankcje ze strony ONZ i odwet w postaci redukcji dostaw irańskiej ropy.
W Londynie za gatunek Brent z dostawą w lipcu płacono wczoraj po południu 70,18 USD za baryłkę, w porównaniu z 71 USD w końcu sesji wtorkowej i 69,04 w poprzednią środę.