We wtorek rząd zapowiedział wprowadzenie zdrowotnych ubezpieczeń dobrowolnych od 2008 r. Ministerstwo Zdrowia szacuje, że z prywatnych polis do szpitali i przychodni trafi około 2,2 mld zł.
Płacący dodatkowe ubezpieczenie uzyskają dostęp do zabiegów medycznych, które nie będą wymienione w koszyku gwarantowanych świadczeń. Ten ma być określony w 2007 r. Dodatkowo, ubezpieczeni będą mogli liczyć na szybszą, bezkolejkową obsługę.
Tyle tylko, że podobne ubezpieczenia istnieją już dziś. Firmy wykupują specjalne abonamenty w prywatnych przychodniach dla swoich pracowników. Według badań firmy doradczej Mercer, to najbardziej powszechny sposób dodatkowego wynagradzania kadry (stosowało ją około 70 proc. dużych firm). Ale od pewnego czasu na rynku zaczęły się pojawiać oferty polis na leczenie szpitalne. Pierwszą firmą z taką ofertą była Signal Iduna. Podobną ofertę ma już także m.in. Cigna STU i - od dwóch miesięcy - PZU Źycie. Ubezpieczyciele zawierają po prostu stosowne umowy z zakładami opieki zdrowotnej. - Rzadko szpital wykorzystuje swoje moce przerobowe w 100 proc. - tłumaczy Marcin Ajewski, dyrektor Departamentu Świadczeń Zdrowotnych Signal-Iduna. Koszty polisy to około 50-80 zł miesięcznie. Razem z leczeniem w przychodni - w granicach 200 zł.
Od 2008 r. prywatnie ubezpieczeni nie będą zwolnieni z płacenia składki na Narodowy Fundusz Zdrowia (9 proc. dochodów). Rząd chce więc zachęcić kolejne osoby, proponując ulgę podatkową - 10 proc. kosztów polisy będzie można odpisać od PIT. Liczy także, że dzięki temu ograniczy szarą strefę. Ocenia się, że Polacy płacą około 12-15 mld zł na opiekę medyczną z własnej kieszeni, z czego tylko część "oficjalnie".
Dla firm ubezpieczeniowych to szansa na rozwój. - Po pół roku funkcjonowania ubezpieczenia szpitalnego mamy już 3 tys. klientów. Prognozujemy, że do końca 2008 r. ich liczba wzrośnie do 100 tys. - mówi M. Ajewski. - Liczymy, że ulga podatkowa, jak i informacja ze strony rządu okażą się dużą zachętą do korzystania z naszych usług - dodaje.