Reklama

Spadki były za gwałtowne

Skrajne wyprzedanie rynku daje nadzieję na odbicie w najbliższym czasie, ale powrót do szczytu nie jest oczywisty

Publikacja: 27.05.2006 08:59

W ostatnich dniach wydarzyły się rzeczy, których jeszcze nie widzieliśmy w trakcie trzyletniej hossy. Bezprecedensowa była skala przeceny. Licząc od szczytu do środowego dołka WIG20 stracił 16,5 proc. w ciągu 9 sesji. Takiej panicznej wyprzedaży nie było nawet w czasie pęknięcia bańki internetowej w 2000 r. Po raz ostatni podobną skalę przeceny notowano w październiku 1998 r., ale od tego czasu rynek dojrzał i zmienił się nie do poznania, nie mówiąc już o zmianach w składzie WIG20. To jeszcze bardziej świadczy o tym, że w ostatnich dniach wydarzyło się coś szczególnego, a przez to niepokojącego.

Nieoczekiwane były nie tylko gwałtowne spadki, ale także ogromny skok zmienności. Między wtorkiem i czwartkiem średnia rozpiętość między dziennym maksimum i minimum WIG20 przekroczyła 5,8 proc. W efekcie wskaźnik zmienności ATR (z 14 sesji) podskoczył do poziomu nie notowanego od sześciu lat.

Maszyneria się psuje

Przytaczam te statystyki nie po to, aby pokazać, jak dotkliwe dla posiadaczy akcji były ostatnie wydarzenia. Chodzi o to, że coś się popsuło w sprawnej dotąd maszynerii hossy. Świadczy o tym nie tylko przecena spółek z WIG20, których notowania są stosunkowo zmienne ze względu na dużą płynność. Jeszcze tydzień temu tracił w zasadzie jedynie WIG20, pozostałe zaś indeksy notowały symboliczne korekty. W mijającym tygodniu do spadków dołączyła zdecydowana większość spółek, a w przypadku niektórych ulubionych walorów krótkoterminowych graczy panika z godziny na godzinę obracała się w euforię i na odwrót. MIDWIG zniżkował do czwartku o 11,9 proc. To spadki porównywalne z poprzednimi dwiema korektami - na jesieni 2003 r. i na wiosnę 2004 r. Za pierwszym razem MIDWIG potrzebował czterech miesięcy, by powrócić do szczytu, a za drugim - zajęło mu to aż 15 miesięcy. Z kolei WIRR - podobnie jak WIG20 - nie notował takiego tempa przeceny (o 13,8 proc. w ciągu czterech sesji) od 1998 r.

Na wykresie WIG20 przebita została linia trendu wzrostowego, obejmująca niemal rok. Można wiźc śmiało przyjąć, że zakończył siź pewien etap hossy. Przebicie tej linii nie oznacza, że WIG20 automatycznie musi bez przerwy iść w dół. Jest to jednak sygnał, że nawet mimo możliwych odbić kolejne miesiące mogą upłynąć pod znakiem kiepskiej koniunktury.

Reklama
Reklama

W tym miejscu nasuwa się wątpliwość - przecież fundamenty wciąż są mocne, a koniunktura w gospodarce powinna przeważyć nad negatywnym wpływem rynków wschodzących na notowania naszych spółek. Czy aby na pewno? Już dane o słabej rocznej dynamice produkcji przemysłowej w kwietniu (5,8 proc., wobec 16,4 proc. w marcu) stawiają ten argument pod znakiem zapytania. Co prawda, słabe dane były po części konsekwencją mniejszej liczby dni roboczych w kwietniu, ale największy problem polega na tym, że to giełda zazwyczaj poprzedza wydarzenia w gospodarce, a nie na odwrót. W przeszłości punkty zwrotne w rocznej dynamice produkcji przemysłowej i WIG20 najczźściej siź pokrywały (jeśli chodzi o miesiąc). A to oznacza, że de facto WIG20 zaczynał spadać, zanim jeszcze ekonomiści i analitycy poznali dane o produkcji dotyczące określonego miesiąca.

Czas na odbicie

Mimo że sytuacja w średnim terminie (w perspektywie kilkunastu tygodni czy kilku miesięcy) przedstawia się raczej mało optymistycznie, to jestem zdania, że w najbliższym czasie do głosu powrócą kupujący. Prawdopodobnie dołek WIG20 ze środy (2794 pkt) nie zostanie na razie pogłębiony lub nawet jeśli to się stanie, to dalszy spadek będzie niewielki. Co może skłaniać do takich wniosków?

Pierwsza sprawa to silne wyprzedanie bźdące konsekwencją panicznej wyprzedaży. Odchylenie WIG20 od średniej kroczącej z 20 sesji przekroczyło w środę minus 11 proc. W przypadku żadnej z poprzednich korekt odchylenie nie sięgnęło nawet minus 10 proc. To potwierdza siłę trendu spadkowego. Z drugiej strony, właśnie na poziomie odchylenia zbliżonym do obecnego, zatrzymywały się wszystkie fale spadkowe w trakcie bessy w latach 2000-2001. Można zatem stwierdzić, że w krótkim terminie potencjał spadkowy się wyczerpał.

O tym samym świadczy skrajnie wysoka zmienność, o której wspominałem na wstźpie. W przypadku trzech z czterech głównych korekt trzyletniej hossy dołek pokrywał się z wielomiesięcznym szczytem na wykresie wskaźnika zmienności ATR. Skrajne wahania i nerwowość, takie jak w mijającym tygodniu, sprzyjają ukształtowaniu punktów zwrotnych.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama