Dopiero przed tygodniem oficjalnie rozpoczęły się prace nad połączeniem banków Pekao i BPH, a plany fuzji przynoszą więcej pytań niż odpowiedzi. Ale rynek już od dłuższego czasu zastanawia się nad parytetem wymiany. Analitycy głowią się też nad tym, dla akcjonariuszy którego z banków połączenie może okazać się korzystniejsze.
Fuzja z resztką w tle
Zgodnie z podpisaną w połowie kwietnia przez polski rząd i włoską grupę UniCredito (jest pośrednio lub bezpośrednio głównym udziałowcem obu polskich banków) umową, 280 oddziałów z częścią klientów BPH zostanie włączonych do Pekao. Pozostali klienci, 200 placówek, centrala oraz marka BPH - wszystko to zostanie w ciągu najbliższych 30 miesięcy wystawione przez UniCredito na sprzedaż.
- Połączenie dwóch instytucji, które nie uwzględnia znacznej części jednej, sprawia kłopoty z wyceną "łączonego-dzielonego" BPH. Nie wiadomo, jaka część klientów bankowego biznesu zostanie włączona do Pekao, a jaka zostanie w "mini-BPH" - zauważa Andrzej Powierża, analityk BDM PKO BP. Jego zdaniem, pozostawienie części BPH stwarza dla akcjonariuszy Pekao niebezpieczeństwo, że klienci przymusowo przeniesieni do Pekao mogą wrócić do starego banku.
Podobne ryzyko zauważa też Marcin Materna, szef działu analiz DM Millennium: - Przepłacenie za część BPH, a następnie utrata klientów, może mieć negatywny wpływ na EPS (zysk netto na 1 akcję - przyp. red.) Pekao w kolejnych latach. Efektywność operacji połączenia banków będzie wtedy niższa niż zakładano - ocenia M. Materna.