Wczorajsza sesja nie wniosła wiele nowego do raczej pesymistycznego obrazu sytuacji. Przez większość dnia WIG20 balansował na poziomie wtorkowego zamknięcia (2827 pkt). Z jednej strony to dobrze, bo wtorkowa przecena została pogłębiona tylko w niewielkim stopniu (o 0,5 proc.).
Z drugiej strony rynek jest wciąż bardzo słaby. Zamiast silnego odbicia po dwutygodniowej wyprzedaży obserwujemy obecnie coś w rodzaju konsolidacji niewiele powyżej minimum trendu spadkowego. Mizerne odbicie i bliskość dołka (2794 pkt) sugerują, że kontynuacja zniżek jest tylko kwestią czasu.
Pytanie tylko, jak szybko sprzedający przystąpią do akcji. O tym, że konsolidacja może potrwać jeszcze kilka sesji, przekonuje odchylenie WIG20 od średniej kroczącej z 20 sesji. W czasie gdy indeks formował ostatni dołek, ujemne odchylenie przekraczało 11 proc., co świadczyło o skrajnym wyprzedaniu.
Mimo zatrzymania gwałtownej przeceny, ujemne odchylenie wynosi ponad 8 proc. To ciągle bardzo dużo, biorąc pod uwagę fakt, że w ostatnich trzech latach wskaźnik ten tylko dwa razy znalazł się dotąd na takim poziomie i w obu przypadkach zapowiadał koniec spadków (listopad 2003 r. i maj 2004 r.).
Ponieważ wyprzedanie utrzymuje się na skrajnie wysokim poziomie, to nie oczekiwałbym już teraz rozpoczęcia kolejnej fali gwałtownej wyprzedaży. Możliwe jest, że wsparcie na poziomie ostatniego dołka (2794 pkt) zostanie przebite bardzo szybko, ale nieznacznie niżej - na wysokości 2728 pkt - znajduje się znacznie ważniejsza bariera dla niedźwiedzi. Jest nią marcowy dołek. Obecnie brakuje do niego jeszcze 3 proc.