była prymitywnie prosta
Sylwia
Kasprzyk z Bydgoszczy jest pierwszym mistrzem
Polski
inwestorów
Zdobyła Pani tytuł mistrza Polski inwestorów, we wspaniałym stylu zwyciężając pozostałych graczy. Jak ocenia Pani swój rezultat?
Na początku gry nie spodziewałam się, że pójdzie mi aż tak dobrze. Jednak dwa dni przed zakończeniem byłam już pełna optymizmu. Rzeczywiście, liczyłam już wtedy na wygraną. Gdy teraz oceniam swoje posunięcia, nie czynię sobie żadnych wyrzutów. Jestem przekonana, że moja strategia była właściwa. Muszę zaznaczyć, że nie pozwoliłam sobie na zbyt duże ryzyko. Świadczy o tym fakt, że ani razu nie zainwestowałam wszystkich posiadanych pieniędzy.
Czym się Pani kierowała, podejmując decyzje inwestycyjne?
Można śmiało powiedzieć, że moja strategia była prymitywnie prosta: w okresie wzrostu zajmowałam długie pozycje, przy spadkach - krótkie. Na dodatek udało mi się przewidzieć krytyczne dla notowań momenty. Przykładowo, w ostatnim dniu hossy zmieniłam pozycje na krótkie (było w tym trochź szczźścia). Inwestuję już - z małymi przerwami - od 10 lat. Decyzje podejmowałam, opierając się na przekonaniu, że indeks bździe siź poruszać w czytelnym kanale wzrostowym, a potem nastąpią duże spadki, co wynikało z analizy fal Elliota. Właśnie rozpoznając zakres piątej fali Elliota, wyznaczyłam szczyt trendu wzrostowego.
Czy analizowała Pani ruchy innych uczestników?
Oczywiście. Szczególne gratulaEMEMSY. Tym bardziej że też jest kobietą. W trakcie zawodów uważnie obserwowałam jej ruchy i stwierdzam, że grała w stylu podobnym do mojego. Analogiczna strategia przyniosła nam obu zwycięstwo - to znaczy, że jest po prostu dobra.
Czy wykształcenie lub wykonywana praca pomagały Pani w grze?
Sądzę, że tak. Jestem umysłem ścisłym - zamiłowanym matematykiem i ekonometrykiem. Dość długo pracowałam na uczelni. Teraz zajmuję się funduszami unijnymi w jednej z państwowych agencji. Myślę, że osoby z umysłem analitycznym mają szanse na sukcesy na giełdzie.
Osiągnęła Pani oszałamiającą stopę zwrotu - 1200 proc. Czy wcześniej zdarzało się Pani mieć takie wyniki?
Ten rezultat jest najwyższy z tych, jakie kiedykolwiek udało mi się wypracować. Muszę jednak przyznać, że moje wcześniejsze osiągnięcia nie odbiegają od niego znacząco.
Jest Pani zatem inwestorką z sukcesami na koncie. Czy doradza Pani znajomym w kwestiach giełdowych?
Nie, zdecydowanie odmawiam udzielania takich porad. Nie chcę im podpowiadać, żeby nie mieć na sumieniu ich ewentualnych kłopotów finansowych! Poza tym, wielu osobom trudno zrozumieć, że nawet chwilowe duże straty mogą być częścią strategii. Przykładowo, zdarzyło mi się stracić w trakcie tych mistrzostw 22 proc. kapitału w ciągu dnia. Nie niepokoiło mnie to - przecież wszystko szło zgodnie z planem.
Czy będzie Pani nadal inwestować na GPW?
Oczywiście. Notabene te mistrzostwa sprawiły mi dużo radości. Podobała mi się ich sprawna organizacja. Było to dla mnie ważne, ponieważ intensywnie pracuję zawodowo, co uniemożliwia śledzenie notowań na bieżąco. Chcź uczestniczyć w kolejnej edycji konkursu.
Dziękuję za rozmowę i gratuluję zwycięstwa.
Zwycięzca w rankingu akcji
Mariusz Sobczyk (78 proc.)
Najlepszy z inwestorów, lokujących tylko w akcje, zarządza należnościami w dużej firmie produkującej płytki ceramiczne. Ma 32 lata. Na giełdzie zaczął inwestować w 1993 r.
Do mistrzostw dołączył w marcu, lokował tylko w akcje. - Dużo pracuję, nie mogłem śledzić kursów w ciągu dnia - tłumaczy M. Sobczyk. Stawiał na papiery tych samych spółek, m.in. Biotonu i GTC. Te ostatnie przyniosły mu okresowo dotkliwe straty. Dużym wyczuciem zawodnik wykazał się w przededniu spadków. Sprzedał papiery i kiedy zaczęła się korekta, miał na koncie gotówkę. Dzięki temu prześcignął czołówkę rankingu akcji. - Ostatnie dni mistrzostw były nerwowe. Dokonywałem kilku transakcji dziennie - relacjonuje.
Czołówka mistrzostw
Monika Matulka (wicemistrz Polski inwestorów, 545 proc.)
- Jestem nowicjuszką na giełdzie - komentuje zdobywczyni drugiego miejsca. Mistrzostwa były dla niej pierwszą okazją do samodzielnej gry. Wcześniej inwestowała wspólnie ze swoim
chłopakiem, który - notabene - też startował w Parkiet Challenge. - Zajął jednak dalszą pozycję - nie kryje satysfakcji M. Matulka. Jej strategia była agresywna, a brak lęku mógł wynikać z relatywnie małego doświadczenia inwestycyjnego.
Dzisiaj ocenia, że jej decyzje były właściwe. - Na początku trafnie przewidziałam wzrost. Dobrze wyczułam też korektę i na niej zarobiłam - twierdzi. - Teraz wycofam się na jakiś czas z giełdy - zapowiada.
Grzegorz Lindenberg (trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej, 352 proc.)
G. Lindenberg przyznaje, że jest "wstrząśnięty" wynikiem zwycięzcy. - Nawet gdybym nie popełniał żadnych błędów, taki rezultat byłby poza moim
zasięgiem - ocenia. Inwestor grał tylko na kontraktach. Do zawodów dołączył już na początku marca. - Sporo wtedy straciłem - mówi Lindenberg. Strategię wyznaczał mu algorytm, który z reguły sprawdza się w 60 proc. - Zauważyłem, że im mniej
czasu poświęcam giełdzie, tym więcej
na niej zarabiam - dodaje. G. Lindenberg jest
doradcą ds. mediów, ma doktorat z socjologii. Na giełdzie gra od sześciu lat, zarabia na niej od półtora roku.
Jarosław Sendera (czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej, - Mogło być lepiej - ocenia swój wynik J. Sendera. Inwestor grał tylko na kontraktach. Prócz analizowania kursów, bacznie śledził serwisy informa- cyjne. - To konieczne, jeśli się weźmie pod uwagę, że WIG20 zależy w dużej mierze od ruchów KGHM - zaznacza. Inwestor grał od początku marca, do czołówki awansował na dwa tygodnie przed końcem. - Na zdrowie wyszły mi ostatnie spadki - wyjaśnia. W mistrzostwach zarobił ponad 34 tys. zł.
J. Sendera z wykształcenia jest matematykiem, pracuje jako informatyk. Na giełdzie inwestuje już od kilku lat, z małymi przerwami. W czasie mistrzostw grał intensywniej niż zwykle. - Motywuje rywalizacja z innymi uczestnikami. Poza tym był atrakcyjny cel - jaguar. Szkoda, że konkurs już się skończył - mówi. Tym bardziej że to końcówka przyniosła mu sukcesy.
Krzysztof Misztal (piąte miejsce
w klasyfikacji generalnej, 291 proc.)
42-letni lekarz z łódzkiego szpitala inwestuje na giełdzie od 12 lat. Upodobał sobie futures. Grając, nie korzysta z internetu ani serwisów informacyjnych. Analizuje po prostu kursy.
- Jestem zadowolony z wyniku, choć mogłem grać bardziej ryzykownie - ocenia. Z reguły inwestor gra zgodnie z rynkiem. W zawodach zbytnio sugerował się rezultatami innych uczestników. - Gdyby nie to, miałbym szansę na lepszy wynik - twierdzi.
Do zawodów dołączył 31 marca. Zarobił 29 tys. zł.