Reklama

Dochody budżetu stoją pod znakiem zapytania

Publikacja: 06.06.2006 08:02

Niespodziewanych zmian ustaw budżetowych w Sejmie doświadczył chyba każdy minister finansów. Wystarczy przypomnieć historię prac nad budżetem na ten rok, kiedy to posłowie przeforsowali dodatkowe dopłaty do paliwa rolniczego i "becikowe".

Tegoroczna jesień zapowiada się równie ciekawie. O ostatecznym kształcie budżetu przesądzi bowiem los reformy podatkowej. - To nie jest normalna sytuacja, kiedy pracując nad budżetem, nie znamy zasad naliczania podatków. Rząd wierzy chyba w koalicyjną większość i w to, że posłowie przyjmą projekty bez znaczących modyfikacji - komentuje Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu.

Kongres PiS dał co prawda zielone światło dla waloryzacji progów PIT i obniżek składek na ZUS (łącznie o 4,65 pkt proc.). Posłowie PiS przyznają jednak, że nie dyskutowano ani o zwiększeniu akcyzy, ani o szczegółach opodatkowania przedsiębiorstw. Aby reforma była dla budżetu neutralna, Ministerstwo Finansów musi jednak sięgnąć do kieszeni podatników.

Problem z autami

i naukowcami

Reklama
Reklama

Niektóre pomysły na zwiększenie dochodów budzą wątpliwości. Resort liczy na dodatkowe 1,5 mld zł z opodatkowania używania aut służbowych na cele prywatne. Trudno jednak sobie wyobrazić, by przedsiębiorca sam chciał oddać więcej pieniędzy do fiskusa.

542 mln zł dać ma likwidacja 50- i 20-proc. kosztów uzyskania przychodów od umów o dzieło dotyczących praw autorskich. To mniej niż zakładane na początku 726 mln zł. Wszystko dlatego, że pozostawiono przywilej dla artystów. By uniknąć sporów, kto nim jest, MF sięgnęło do definicji z ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych. Stanowi ona, że artystami są m.in. pracujący zarobkowo aktorzy, reżyserzy, tancerzy czy śpiewacy. Nie wiadomo jednak, czy posłowie nie ulegną prośbom Komitetu na rzecz Rozwoju Nauk w Polsce, który upomniał się o pozostawienie 50-proc. kosztów naukowcom, i nie zmniejszą dochodów budżetu w jeszcze większym stopniu.

Co zamiast ryczałtu?

Wątpliwość budzi także pozostawienie karty podatkowej, a wykreślenie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. "Ryczałtowcy" (restauratorzy, firmy budowlane i wynajmujący lokale) oddawali część przychodów - od 3 do 20 proc. Samoobrona zapowiadała, że ujmie się za tą grupą. Likwidacji ryczałtu nie rozumieją zresztą sami przedsiębiorcy. - Ta forma przydaje się zwłaszcza w początkowym etapie rozwoju firmy, kiedy nie stać jej na biuro rachunkowe - przyznaje Jeremi Mordasewicz, ekspert Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych "Lewiatan".

W miejsce ryczałtu MF oferuje małym firmom tzw. kartę VAT, czyli możliwość płacenia 200 lub 500 zł podatku, bez konieczności rozliczeń. - Nie oznacza to jednak, że każdy ryczałtowiec może skorzystać z tego przywileju. Dla części z nich nie będzie to opłacalne, dla innych - np. restauratorów - niemożliwe, bo nie figurują na liście usługodawców uprawnionych do rozliczania się przez kartę - zastrzega Tomasz Michalik, partner kancelarii MDDP.

Deficyt w okolicach 30 mld zł

Reklama
Reklama

Choć projekt zmian podatkowych zakłada stopniowe obniżenie PIT do dwóch stawek - 18 i 32 proc. w 2009 r. i dalszą waloryzację progów, premier Kazimierz Marcinkiewicz zapewnił wczoraj, że deficyt budżetowy nie przekroczy do tego czasu 30 mld zł rocznie. Ale nie będzie też dużo niższy. MF obawia się m.in. wysokich kosztów zwrotów części VAT za materiały budowlane. "Margines na dalszy wzrost wydatków się wyczerpuje" - przyznają ekonomiści PKO BP.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama