Sfinks, prowadzący sieć restauracji pod markami Sphinx oraz Chłopskie Jadło, dzisiaj po raz pierwszy notowany będzie na GPW. Analitycy są optymistycznie nastawieni. - Uważam, że spółka zadebiutuje z sukcesem. Rynek znajduje się w fazie wzrostu, co powinno jej sprzyjać - mówi Remigiusz Sopel, analityk IDMSA. - Spółki z rynku pierwotnego są bardzo atrakcyjną alternatywą dla inwestorów - wyceniane są z dyskontem w stosunku do firm już notowanych na parkiecie - dodaje. R. Sopel podkreśla, że wobec braku ofert ze strony Skarbu Państwa, inwestorzy finansowi mogą przeznaczyć więcej kwot na średnie i małe spółki. O ich zainteresowaniu świadczył również popyt na akcje Sfinksa. W sumie do nabycia było 3,3 mln walorów, z czego 500 tys. nowych akcji serii F oraz 2,8 mln starych papierów sprzedawanych przez Enterprise Investors. Podczas budowania księgi popytu instytucje finansowe deklarowały chęć kupna aż 13 mln papierów. Otrzymały 2,2 mln. Inwestorzy indywidualni zapisali się na 1,9 mln walorów. Przydzielono im nieco ponad milion. Duży popyt zadecydował o tym, że spółka ustaliła cenę sprzedaży akcji na 28 zł, czyli na górnym poziomie widełek (23-28 zł).

- Sfinks to ciekawa spółka, w dłuższym terminie powinna dać inwestorom zarobić - mówi Paweł Markowicz, analityk Beskidzkiego Domu Maklerskiego. Z emisji firma pozyskała 14 mln zł. Pieniądze te po potrąceniu kosztów przeprowadzenia oferty, przeznaczone zostaną na rozwój sieci restauracji. Rocznie Sfinks ma otwierać do 26 lokali. W tym roku prognozuje 165 mln zł sprzedaży (118 mln zł w 2005) i niemal 12 mln zł zysku netto (7,4 mln zł w 2005 r.).