W nie najlepszych nastrojach zakończyliśmy ten tydzień. Tydzień kilku kolejnych porażek strony popytowej. Gdyby nie fakt, że cały czas przebywamy w konsolidacji, można byłoby odnieść wrażenie, że popyt ma poważne problemy. Faktycznie je ma, ale aż tak poważne to one nie są, skoro mimo wszystko udało się bykom utrzymać ceny nad poziomem dolnego ograniczenia trendu bocznego, a tym samym poziomem wsparcia na wysokości dołka z połowy marca br.
Tych kilka chwil słabości kupujących pozostawia jednak niesmak i może być podstawą do poważnego zastanowienia się nad możliwością trwałego zejścia pod 2700 pkt. Taka sytuacja zmieniłaby układ sił na rynku. Można przypuszczać, że skończyłoby się spokojne mówienie, że spadek od szczytu jest tylko korektą i zaraz szybko powrócą wzrosty. Zejście pod 2700 daje od poziomu rekordu już całkiem sporą przecenę i upieranie się przy zdaniu, że hossa się nie skończyła, byłoby chyba mało rozsądne. Nie musiałoby to od razu oznaczać dynamicznej (jeśli nie panicznej) wyprzedaży, ale do tej pory nie mieliśmy jeszcze spokojnej bessy. Zwykle dynamika jest duża i tym razem raczej nie będzie inaczej. O tym, czy wsparcie faktycznie pada, przekonamy się, obserwując rynek w newralgicznym momencie. Można przypuszczać, że ta chwila nadejdzie już na najbliższych sesjach, a nie jest wykluczone, że będzie to miało miejsce już w poniedziałek.
Na razie trwa konsolidacja i nadal możliwe jest odbicie, choć oczywiście popyt musi pokazać znacznie więcej, niż prezentował w tym tygodniu. Ciekawe, że marność zakupów z ostatnich kilku dni nie zniechęca graczy. Tak jakby niewielu bało się, że hossa już się skończyła. Zauważmy, że zamiast strachu, na rynku widać nadzieję na wzrost, co sygnalizuje zerowa, a czasem nawet dodatnia baza. Pamiętamy, że dołki zwykle są wykreślane w chwili rynkowego zwątpienia, co wyraża się bazą istotnie ujemną. Tu tego zwątpienia nie widać, a jest raczej przekonanie, że będzie lepiej, a przynajmniej że nie będzie tragicznie. Ciekawe, ile w tym przekonaniu jest miejsca na analizę, a ile nastawienia życzeniowego. Czy rzeczywiście nikt nie przyjmuje możliwości, że mamy początek bessy, a wiara w hossę jest aż tak ślepa? Sam twierdzę, że do bessy jeszcze trochę nam brakuje, ale już naprawdę niewiele i z czystym sumieniem o hossie już od paru tygodni mówić nie mogę.