Do niedawna byłem optymistą co do rozwoju wydarzeń na światowych giełdach. Niestety, stabilizacja notowań była przejściowa, a wsparcia udało się obronić jedynie na krótko. W tej sytuacji można dojść do wniosku, że siła sprzedających jest tym razem zbyt duża, by można było myśleć o szybkim powrocie hossy. Coraz gorzej wygląda sytuacja techniczna praktycznie każdego światowego indeksu. Fatalny wydźwięk miało chociażby przebicie bardzo ważnego wsparcia przez amerykański Nasdaq Composite. Chodzi o długoterminową liniź trendu wzrostowego (wybiegającą z dołka z sierpnia 2004 r.), będącą jednocześnie dolnym ramieniem zwyżkującego klina. Pod koniec maja wsparcie to zostało dwukrotnie obronione, jednak nie wystarczyło to do trwalszego odbicia. Śmiało można zatem założyć, że Nasdaq znalazł się w trendzie spadkowym. Najbliższe istotne wsparcie znajduje się dopiero na wysokości październikowego minimum (2037 pkt), czyli 4,1 proc. poniżej czwartkowego zamknięcia (2123 pkt).
W Europie sytuacja też nie wygląda najlepiej. Niemiecki DAX przebił już dwie linie trendu wzrostowego. Pierwsza (półroczna) została przebita już na początku obecnej fali spadkowej. Druga (obejmująca ponad rok) pękła na ostatnich sesjach. Obecnie wsparciem jest kolejna linia trendu biegnąca na wysokości ok. 5200 pkt. Obejmuje ona niemal rok. Obecna fala spadkowa należy do najgłębszych korekt w czasie trzyletniej hossy. Indeks spadł łącznie o ponad 11 proc. Więcej stracił tylko w pierwszej połowie 2004 r. (12,1 proc.). Z pewnością jest to natomiast najszybszy ruch w dół. W 2004 r. przecena o niewiele przekraczająca obecną trwała aż pół roku.
Szczególnie ważny dla naszego rynku węgierski indeks BUX przeżywa korektę najgłębszą od czterech lat. Od majowego szczytu spadł już o 20,7 proc. i znalazł się na poziomie najniższym od siedmiu miesięcy. W efekcie BUX przebił ostatecznie linię trzyletniego trendu wzrostowego, co stawia pod dużym znakiem zapytania szybki powrót do dobrej formy.