Najważniejszym wskaźnikiem w tym tygodniu będzie majowa inflacja. Dane na jej temat GUS opublikuje w środę. Średnia prognoz analityków bankowych jest na poziomie 0,8 proc. Jeśli te przewidywania okazałyby się trafne, oznaczałoby to wzrost o 0,1 pkt proc. w porównaniu z kwietniem.
- W maju jedynym czynnikiem, który przyczyniał się do podwyższenia inflacji, były ceny żywności, szczególnie warzyw i owoców - mówi Maciej Krzak, ekonomista Societe Generale. Podkreśla, że w ubiegłym miesiącu nie powtórzyła się sytuacja z kwietnia, kiedy dynamikę cen podbił drożejący gaz. W maju ustabilizowała się też sytuacja na rynku paliw.
Michał Dybuła, ekonomista BNP Paribas, zgadza się, że decydujące dla ogólnego wskaźnika inflacji było w maju zachowanie cen żywności. Jego zdaniem, roczna inflacja mogła jednak sięgnąć nawet 1,0 proc. Dlaczego? - Ministerstwo Finansów, które dysponuje większą ilością danych niż analitycy rynkowi, przedstawiło prognozę na poziomie 0,9 proc. Myślę, że większe jest prawdopodobieństwo, że faktycznie wskaźnik odchyli się w górę, a nie w dół - ocenia analityk BNP.
Dziś NBP opublikuje bilans płatniczy Polski za kwiecień. Ankietowani analitycy są zdania, że deficyt obrotów bieżących wyniósł wówczas niecałe ćwierć miliarda euro. Spodziewają się utrzymania wysokiej dynamiki zarówno eksportu, jak i importu. Ekonomiści ośmiu banków sądzą, że eksport był przynajmniej o 20 proc. wyższy niż przed rokiem. Równocześnie jednak, zdaniem niemal wszystkich analityków, import rozwijał się szybciej niż eksport. To zaś oznacza, że deficyt handlowy (średnia prognoz w pobliżu 200 mln euro) był w kwietniu br. wyższy niż przed rokiem. Wtedy wyniósł 150 mln euro. Przyspieszenie importu to w dużej mierze efekt statystyczny. W kwietniu 2005 r. był on po prostu zaskakująco niski.
Również w środę NBP poda dane o podaży pieniądza w maju. Ekonomiści spodziewają się, że wartość pieniądza w obiegu była o 8,8 proc. większa niż rok wcześniej. W poprzednich dwóch miesiącach wzrost dochodził do 10 proc. W tym wypadku (podobnie jak przy imporcie) pozorna zmiana tendencji to w dużej mierze zasługa wydarzeń sprzed roku. Wówczas wzrost został "podbity" przez kredyty na zakup akcji wchodzącego na giełdę PGNiG. Bez ich uwzględnienia wzrost podaży pieniądza przekroczył-by 10 proc. w skali roku.