Miedź drożała w piątek na światowych giełdach trzeci dzień z rzędu. Uczestnicy tego ryku uznali, że trwająca prawie miesiąc przecena, największa od 2002 r., była nadmierna, gdyż wciąż utrzymujący się szybki wzrost gospodarczy zapowiada duży popyt na surowce. Od szczytu z 11 maja miedź staniała o 18,5 proc., przewodząc pod tym względem metalom przemysłowym. Główną przyczyną takiej przeceny była obawa, że podnoszone na całym niemal świecie stopy procentowe przyhamują tempo wzrostu gospodarczego, a tym samym spadnie popyt na surowce. Jeśli jednak nawet do tego dojdzie, to nie natychmiast, a tym czasem bieżące i przewidywane relacje podaży i popytu zapowiadają wysokie ceny miedzi. W najnowszym raporcie z 12 czerwca analityk Credit Suisse prognozuje, że w tym roku popyt na miedź wzrośnie o 5 proc. do 17,8 mln ton i przewyższy produkcję z kopalni i z odzysku o 184 tys. ton. W 2007 r. bank spodziewa zwiększenia tego deficytu do 241 tys. ton. Strona podażowa wciąż jest ograniczona przez zmniejszenie produkcji, czego najnowszym potwierdzeniem jest zamknięcie kopalni La Caridad przez Grupo Mexico. Jednocześnie nigdzie nie zaobserwowano znaczącego spadku popytu na miedź w wyniku dotychczasowego wzrostu jej ceny czy też używania zamiast niej innych metali lub tworzyw sztucznych. Pod koniec piątkowych notowań kontrakty terminowe z dostawą za trzy miesiące były o 30 USD droższe niż na zamknięciu dzień wcześniej i kosztowały 7025 USD za tonę.
Na koniec minionego tygodnia kontrakty te kosztowały w Londynie 7220 USD.