Początek sesji był słaby za sprawą poniedziałkowego spadku notowań akcji w USA oraz obniżenia się ceny miedzi. Skala początkowej przeceny nie była duża, ale jeszcze w trakcie pierwszych 30 minut handlu została powiększona. Gdy rynek kasowy rozpoczął notowania, wszystko się odmieniło. Pojawił się popyt, a podaż była pasywna. W efekcie dość łatwo udało się podnieść ceny ponad poziom otwarcia. Po krótkiej przerwie ceny wyszły na plusy. Tym samym negatywny wydźwięk słabego otwarcia zniknął.

Niestety radość posiadaczy długich pozycji nie powinna być nazbyt duża. Ten wzrost cen nie był wiarygodny. Głównym czynnikiem budzącym wątpliwości był obrót. Jego niska wartość po wzrostowej sesji nie potwierdza wcale siły byków. Ceny udało się podnieść nie dlatego, że popyt był tak duży, ale dlatego, że podaż była tak mała. To ona na razie kontroluje rynek. Ceny są wyżej, bo zlecenia sprzedaży czekają na wyższych poziomach. Nie ma sensu się ścigać w sprzedaży skoro jest miejsce na odbicie. Pojawienie się takiego po ostatnich silnych spadkach nie jest przecież niczym niezwykłym i na razie tylko w takich kategoriach należy ten wzrost odbierać. Poważnym oporem jest dopiero poziom 2700 pkt czyli niedawne wsparcie.

Inna sprawa, że presja podaży na niskich poziomach jest mniejsza za sprawą pewnej niewiadomej. Jest nią poziom 2350-2400 pkt. To okolice, gdzie popyt ma ostatnią szansę powalczyć o powrót do wzrostu. Na razie sygnał spadku pod 2700 pkt to poważna oznaka słabości posiadaczy długich pozycji. Dopuszczenie do tak dużej przeceny i to w tak krótkim czasie nie wskazuje na to, by rynek nadal godny był nazwania rynkiem byka. Wiele narzędzi już sugeruje, że mamy do czynienia z rynkiem niedźwiedzia. Przedział 2350-2400 pkt to ostatni bastion byków.

"Tempo wzrostu gospodarczego w 2006 roku może przekroczyć 5 procent, lecz trzeba się liczyć, że wraz z przyspieszeniem gospodarki będzie wzrastała presja inflacyjna". To słowa Haliny Wasilewskiej-Trenkner, członka Rady Polityki Pieniężnej. Tak skomentowała ona dobre bądź, co bądź dane o dynamice produkcji przemysłowej (wzrost o ponad 19 proc.). Tym samym rozwiewają się resztki nadziei na kolejną obniżkę stóp procentowych. Tym bardziej, że w USA wcale nie zamierzają tak szybko kończyć z podwyżkami, a nasza RPP nie może tego faktu ignorować.