Ubiegły tydzień minął pod znakiem próby odreagowania po wcześniejszych spadkach. Bilans tych wysiłków nie wypada jednak korzystnie dla posiadaczy akcji. Wzrost WIG20 o 2,6 proc. w ciągu pięciu sesji wygląda mizernie, biorąc pod uwagę fakt, że w pierwszej połowie miesiąca pięć sesji wystarczyło indeksowi na spadek aż o 10,9 proc. O tym, że większość inwestorów biernie przygląda się sytuacji i nie zamierza przyłączyć się do zakupów akcji, świadczą niewielkie obroty. Średnie obroty walorami z WIG20 z pięciu sesji były najwyższe dokładnie w momencie gdy indeks sięgał dna 14 czerwca - wyniosły wówczas prawie 1,4 mld zł. Na koniec mijającego tygodnia średnie obroty wynosiły już niecałe 0,8 mld zł. Zachowanie rynku jest zgodne z "książkowym" schematem, według którego korekcie trendu spadkowego towarzyszy mniejsza aktywność inwestorów. Co ciekawe, od czasu rozpoczęcia odbicia najniższe obroty zanotowano w dniach, w których na wykresie WIG20 powstały białe świece (19-21 czerwca). Z kolei w dniach, kiedy początkowy ruch w górę był krótkotrwały i w efekcie powstały długie czarne świece (16 i 22 czerwca), obroty były już wyższe, co świadczy jednoznacznie na niekorzyść kupujących. Można to interpretować w ten sposób, że przy każdej większej próbie podniesienia kursów do gry od razu włączają się sprzedający.
Korekta dobiega końca
Jeśli weźmiemy pod uwagę nie tylko poziomy zamknięcia WIG20, ale także kursy w ciągu dnia, to łatwo przekonać się, że mamy do czynienia jedynie z korektą wzrostową, a nie przełomem na rynku. Otóż na poziomie 2709 pkt znajduje się ważny opór wynikający z 50-proc. zniesienia fali spadkowej trwającej od lokalnego szczytu z 5 czerwca (2964 pkt) do 13 czerwca (2546 pkt). Nie przypadkiem dzienne maksimum WIG20 w czwartek (2695 pkt) wypadło nieopodal poziomu zniesienia. Skoro nie udało się pokonać nawet pierwszego ważniejszego oporu na drodze do zakończenia trendu spadkowego, to należy założyć, że trend ten się utrzymuje. Na marginesie widać, jak bardzo zmieniła się w ciągu zaledwie miesiąca sytuacja na rynku. Nawet jeszcze po pierwszej fali wyprzedaży pod koniec maja można było przypuszczać, że zgodnie z dotychczasowymi prawidłowościami z czasu trzyletniej hossy mamy do czynienia jedynie z silną korektą trendu wzrostowego. Wydawało się, że próba odreagowania w końcu maja ma szansę zakończyć korektę spadkową. Kolejna fala przeceny w czerwcu kazała jednak zrewidować te poglądy. Domniemany powrót do trendu wzrostowego okazał się jedynie niewielkim odbiciem i obecnie perspektywa analizy odwróciła się o 180 stopni - ruchy w górę nie są już trendem wzrostowym, lecz jedynie korektami trendu spadkowego.
Wnioski o nietrwałości obecnej próby odbicia potwierdza oscylator stochastyczny. Zachowuje się on niemal identycznie, jak w czasie wspomnianej korekty w końcu maja. Otóż, moment zakończenia fali spadkowej wyznaczyło wyjście oscylatora ze strefy wyprzedania 16 czerwca. Mimo że wskaźnik dotarł prawie do strefy wykupienia, WIG20 nie zdołał pokonać wspomnianego oporu. Potencjał wzrostowy wyczerpuje się. To właśnie dlatego można powiedzieć, że szansa na zdecydowane odbicie została zmarnowana. Zbliżenie się oscylatora do strefy wykupienia (tak jak na początku czerwca) jest sygnałem, że korekta wzrostowa dobiega końca. Nie będzie zaskoczeniem, jeśli w nadchodzącym tygodniu WIG20 zamiast atakować opór będzie testować wsparcie wynikającego z ostatniego dołka.
Pod dyktando