Wiadomością dnia dla inwestorów giełdowych była informacja o zamówieniach na dobra trwałe w Stanach Zjednoczonych. Okazało się, że w maju, nie licząc branży transportowej, zwiększyły się one o 0,7 proc. Uznano to za niezły wynik, bo spodziewano się słabszego wzrostu, a inwestorzy obawiający się zbyt szybkiego schłodzenia gospodarki przez bank centralny mogli się nieco uspokoić. Amerykańskie giełdy jednak na to na początku handlu nie zareagowały. Indeksy były na małym minusie. Dominowały nastroje z czwartku. Wyglądało na to, że bardziej przekonujący był wskaźnik opublikowany tego dnia przez Conference Board, zapowiadający, iż największa gospodarka świata przyhamuje. Później rynek rozruszał sektor energii z powodu zakupu dokonanego przez Anadarko Petroleum. Zmiany indeksów japońskich, po silnym wzroście w czwartek, w końcówce sesji okazały się minimalne. Wydawało się, że inwestorów mniej niepokoiła przyszła kondycja firm sprzedających swoje produkty w Stanach Zjednoczonych, bo ewentualne straty na tym rynku będą mogły sobie zrekompensować w Azji. Koniunkturę na giełdzie tokijskiej najsilniej kształtowały firmy zakotwiczone na rynku krajowym, uzależnione od popytu wewnętrznego. Poza Japonią traciły też indeksy wielu innych giełd azjatyckich, a wyjątkiem były Chiny, Malezja, Indie i Filipiny. Regionalny wskaźnik MSCI w tygodniu stracił 0,7 proc. Niemrawą w piątek Europę najbardziej absorbowały fuzje i przejęcia. Akcje brytyjskiej spółki ABP, zarządzającej portami, rosły, bo Goldman Sachs więcej zapłaci za jej przejęcie. Mittal Steel stracił kilka procent do 25,02 euro, gdyż wydawało się, że spółka finalizuje przejęcie Arcelora. Inwestorzy nieco ożywili się też po lekturze raportu o zamówieniach na dobra trwałe w USA. W sumie zanosiło się na pierwszy dodatni bilans tygodnia po 21 dniach strat. Na

początku przyszłego tygodnia

giełdy też mają poruszać się

zygzakiem. Sytuację będzie mógł wyprostować Fed.