Jeszcze w piątek przewodniczący rady nadzorczej Orlenu Dariusz Dąbski dziwił się, gdy spytaliśmy go, czy nie zamierza się aby podać się do dymisji. Nie chciał w ogóle komentować sprawy.
Wczoraj sam zrezygnował z szefowania i zasiadania w radzie nadzorczej płockiej spółki. Można się więc domyślać, że kwestię dokładnie przemyślał i decyzję podjął w czasie weekendu. Wyjaśniając ją stwierdził, że rezygnacja właśnie teraz, przed WZA, przyczyni się do... "dalszego stabilnego funkcjonowania Orlenu".
Ostatnie wydarzenia w Orlenie bardzo przypominają to, co zaledwie kilka dni wcześniej działo się w innym polskim koncernie paliwowym - Grupie Lotos. Również tam w przeddzień ważnych decyzji dotyczących spółki ze swej funkcji zrezygnował przewodniczący rady nadzorczej - Jan Szomburg. W tamtym przypadku przyczyn można się tylko domyślać.
Podobnie zresztą jak wówczas, gdy tuż przed marcowym posiedzeniem rady Orlenu z zasiadania w niej nieoczekiwanie zrezygnował Adam Pawłowicz. Wtedy dymisja nastąpiła przed podjęciem decyzji dotyczących obsady stanowisk w zarządzie.
Tryb, w jakim następują ostatnio zmiany we władzach obu polskich koncernów paliwowych - jednych z największych spółek notowanych na warszawskiej giełdzie - może budzić niepokój. Szefowie obu rad nadzorczych swoje stanowiska pełnili krótko, bo tylko kilka miesięcy. Czyżby zdążyli się już "wypalić"? A może uznali, że wypełnili już swoje misje? Wydaje się, że sprawy ich dymisji mają drugie dno.