Prawdę mówiąc mam dylemat, czy w ogóle o tej sesji wspominać. Zmiana cen, której towarzyszy znikomy obrót, jest właściwie bez znaczenia. Ruch ten jest o tyle dziwny, że zupełnie sprzeczny z tym, co się działo na innych bliźniaczych rynkach. Gdy na Węgrzech mieliśmy spadki od samego otwarcia, które później się pogłębiały, u nas trwała radość zakupów. W Turcji przecena, a w Warszawie mamy wzrost. Uciekająca korelacja z rynkami regionu jest bardziej podejrzana niż obiecująca.
W związku z tym, nie wiązałbym z tym ruchem cen większych nadziei. Zauważmy, że obrót o wartości bliskiej 400 mln to niecałe 200 mln w wartości zleceń po jednej stronie rynku. Wygląda na to, że faktycznie kapitał udał się na urlop. Nie tylko obrót skłania do tego, by stwierdzić, że ta sesja jest właściwie bez znaczenia. Jeśli spojrzeć na wykres, to łatwo zauważyć, że nawet ten wzrost cen w niczym nie zmienił sytuacji technicznej rynku. Problem w tym, że cały czas kreślimy konsolidację. To sprawia, że wahania w jej zakresie są mało ważne, bo faktycznie liczy się samo wybicie. Sprawę komplikuje fakt, że ta konsolidacja jest dość szeroka i właściwie nawet duże zmiany cen nie są w stanie diametralnie zmienić oceny, choć mogą wywołać znaczne zmiany wartości portfeli.
Pocieszeniem jest to, że w tym tygodniu czeka nas kilka ciekawych wydarzeń, które potencjalnie mogą zmienić układ sił, a przynajmniej doprowadzić do testu któregoś z ograniczeń wspomnianej
konsolidacji. Już sam ten fakt
może skłonić część obserwujących tylko notowania inwestorów do