W piątek najważniejsze dla graczy giełdowych od Nowego Jorku po Paryż były amerykańskie etaty Czekano na raport Departamentu Pracy o nowych miejscach pracy w czerwcu. Ekonomiści spodziewali się 175 tys., ale ponaddwukrotnie przebiła ich firma Automatic Data Processing obsługująca operacje czekowe. Gracze giełdowi byli zdezorientowani. Od rozterek nie uwolnił ich też Departament Pracy, kiedy rzucił na stół liczbę zbliżoną do rzeczywistej. Z jego szacunków wynikło, że w USA przybyło 121 tysięcy zatrudnionych, czyli mniej niż prognozowano, ale dane zostaną poddane weryfikacji. Z punktu widzenia Fed powinna to być niezła wiadomość, bo w relacji do I kwartału można na jej podstawie wnioskować o wolniejszym tempie wzrostu PKB. Nie daje argumentów na rzecz dalszego podnoszenia stóp. Tej informacji towarzyszyła jednak też gorsza, gdyż okazało się, że szybciej niż w poprzednich latach rosną płace. Takie zjawisko grożące wzrostem inflacji to woda na młyn Bena Bernanke, szefa Fed. Inwestorzy uznali, że bank centralny nadal może podnosić koszty kredytu, i na początku piątkowych sesji w Nowym Jorku przeważała skłonność do sprzedawania akcji. Tej orientacji sprzyjała firma informatyczna 3M, która nie wykona prognoz.
Wcześniej ta spółka narobiła szkód w Europie, gdzie zniechęciła inwestorów do takich pokrewnych przedsiębiorstw, jak STMicroelectronics czy ASML, co doprowadziło do spadku wartości indeksów.
W Tokio głównym winowajcą był Softbank. Merrill Lynch i HSBC
Trinkhaus & Burkhardt negatywnie oceniły perspektywy tej firmy świadczącej usługi dostępu do internetu. W przeciwną stronę rynek pchali eksporterzy z Matsushitą i Hondą na czele, ale ostatecznie ponieśli nieznaczną porażkę.
Spadały też indeksy w Chinach, Singapurze i Tajlandii, a rosły