Dopiero trzeci wniosek Agrofertu do praskiego arbitrażu zwrócił uwagę na to, że żądania czeskiej firmy od płockiego koncernu paliwowego opiewają na znacznie większe kwoty, niż wynoszą rezerwy zawiązane przez PKN Orlen. Chodzi już o 169 mln euro.
Przypomnijmy: w sierpniu ubiegłego roku polski koncern zawiązał na tzw. czeskie zobowiązania rezerwę w wysokości 376 mln zł. Była to suma odpowiadająca wielkości kar umownych, o jakich mówiło porozumienie zawarte w 2003 roku z Agrofertem (77,26 mln euro). Orlen miał sprzedać czeskiemu holdingowi chemicznemu 5 spółek zależnych Unipetrolu, po tym jak przejmie nad tą firmą kontrolę w wyniku jej prywatyzacji (nastąpiło to w ubiegłym roku). Płocki koncern nie chciał się jednak pozbywać spółek chemicznych, odsprzedając je po cenach, które wówczas rażąco odbiegały od wartości rynkowej. Czesi uznali więc, że Orlen nie dopełnił tym samym warunków porozumienia.
Pierwsze 77,26 mln euro
Andrej Babis, właściciel Agrofertu, odczekał kilka miesięcy i w grudniu ubiegłego roku złożył do praskiego sądu arbitrażowego wniosek przeciw płockiemu koncernowi.
Pozew dotyczył kary umownej w wysokości 77,26 mln euro. Orlen miałby ją zapłacić za to, że nie spowodował, aby Unipetrol (w którym ma 63 proc. akcji) zawarł z Agrofertem umowy na sprzedaż wspomnianych spółek.