Niespełna trzy tygodnie po tym, jak Łukoil zapowiedział, że zmniejszy przesył ropy do Możejek, litewska rafineria rozpoczęła sprowadzanie surowca przez morze. - Nie ma to nic wspólnego ze spekulacjami o możliwości odcięcia dostaw ropy przez rosyjski koncern - zapewnił w rozmowie z "Parkietem" Giedrius Karsokas, rzecznik Możejek. - Mogę potwierdzić, że wciąż dostajemy ropę od Łukoila - dodał.
Po co zatem dodatkowe transporty przez terminal w Butyndze? G. Karsokas twierdzi, że ich wznowienie ma charakter czysto ekonomiczny: - Poziom marż rafineryjnych jest korzystny, więc jeśli mamy wolne moce, to dlaczego ich nie wykorzystać i nie zarobić więcej? - uzasadnił rzecznik litewskiej spółki. Plany Możejek zakładają jednak, że z rosyjskiego rurociągu rafineria otrzyma w tym miesiącu tylko 500 tys. ton surowca, a za pośrednictwem terminalu w Butyndze - 100 tys. ton.
Tymczasem czerwcowe transporty z Rosji były znacznie większe: sięgały 800 tys. ton. Giedrius Karsokas nie chciał nam wyjaśnić, dlaczego poziom dostaw z Rosji, jaki założono na lipiec, jest aż o 300 tys. ton niższy.
Zdaniem Andrzeja Pasławskiego, analityka z BDM PKO BP, można się było spodziewać, że Możejki wznowią dostawy ropy przez Butyngę. Mimo to informacja może być - z czysto psychologicznych powodów - zła dla Orlenu, który ma być inwestorem w litewskiej rafinerii. Z drugiej jednak strony, zaistniała sytuacja może zapoczątkować dywersyfikacjź dostaw surowca, co byłoby pozytywnym sygnałem.