Reklama

Wzrost na glinianych nogach

Fakt zwyżki cen nie powinien uśpić czujności graczy. W tej chwili widać więcej zagrożeń dla wzrostu niż szans na jego kontynuację

Publikacja: 24.07.2006 10:09

Mimo wielu przeciwności i barier cały ubiegły tydzień stał pod znakiem wzrostu cen. Przeglądając czynniki, które potencjalnie mogłyby wpłynąć na poziom cen, to trudno było znaleźć takie, które z powodzeniem przemawiałyby za zwyżką. Nie przeszkodziło to rynkowi w znacznym stopniu podnieść swoją wartość. Ten pozorny paradoks można łatwo wytłumaczyć, gdy spojrzymy na panujące na rynku nastroje. Ich miarą jest choćby publikowany przez giełdę Wigometr. Przed tygodniem jego wartość (-53 pkt) wskazywała, że zdecydowanie przeważają pesymiści. Jak wiemy, większość raczej nie ma racji. Skoro większość oczekiwała spadków, to rynek faktycznie miał ograniczony potencjał zniżki. Wzrost cen był dla tej większości zaskoczeniem i należało na niego zareagować.

Ważny środek tygodnia

W tym tygodniu oczekiwania są już bardziej wyważone. Wartość Wigometru nie jest już mocno odchylona, choć sama wykonała mocny wzrost (o 41 pkt). Czy można to wziąć za oznakę optymizmu? Zmiana jest znacząca. Jak widać, ostatni tydzień u wielu ankietowanych przemodelował oczekiwania. Powinni o tym pamiętać w szczególności gracze, którzy jeszcze rozważają dokonanie zakupów. Tym bardziej, że takich czynników, które raczej nie sprzyjają angażowaniu się w akcje jest w tej chwili sporo.

Dniem kluczowym w ubiegłym tygodniu była środa. To właśnie tego dna mieliśmy okazję wysłuchać expose nowego premiera Jarosława Kaczyńskiego, poznać wartość amerykańskiej inflacji oraz wysłuchać wystąpienia szefa rezerwy federalnej Bena Bernanke. Dwa pierwsze wydarzenia przeszły bez większego echa, co nie zaskakuje. Rynek nie oczekiwał wiele po wystąpieniu J. Kaczyńskiego. Przewidywano, że aspekty gospodarcze nie będą pierwszoplanowymi. Tym bardziej, że rynek miał już za sobą gospodarską wizytę uspokajającą nowego premiera na warszawskim parkiecie. Gdy padły zapewnienia, że kotwica budżetowa zostanie zachowana oraz rząd będzie sprzyjał silnemu złotemu, rynek ze stanu uwagi przestawił się na stan czuwania. Oba te zapewnienia zostały wzięte za dobrą monetę, choć do obu można mieć zastrzeżenia.

Co z tym budżetem?

Reklama
Reklama

Dobrym przykładem jest tu wspomniana kotwica budżetowa, czyli zapewnienie, że deficyt budżetowy nie przekroczy bariery 30 mld złotych. Jakby domyślnie założono, że dzięki temu wydatki będą trzymane w ryzach. Okazuje się, że taki wniosek nie musi być prawdziwy. W piątek dowiedzieliśmy się o planach podniesienia akcyzy na benzynę o 25 gr. Minister Neneman jasno dał do zrozumienia, że poziom wydatków w 2007 r jest określony tak wysoko, że nie ma szans na zamknięcie budżetu bez tego ruchu. Podwyżka akcyzy na benzynę jest najłatwiejszym sposobem na łatanie dziur w budżecie, co nie znaczy, że najlepszym. Podbicie cen benzyny może odbić się niekorzystnie na cenach innych towarów. Mamy tu pewną sprzeczność, bo z jednej strony mówi się o reformie podatkowej, która miała w założeniu pomóc przedsiębiorcom, a z drugiej dociska się śrubę fiskalizmu.

Symptomatyczne jest to, że wspomniana zapowiedź podwyżki akcyzy ma miejsce w tej samej chwili, gdy inny minister tego samego rządu - odpowiedzialny za prywatyzację - ogłasza, że nie ma sensu przyspieszania prywatyzacji, gdyż budżet jest w dobrym stanie. Mówi to minister, którego zadaniem miało być pozyskanie z prywatyzacji w tym roku ponad 5 mld złotych, a będzie to jedynie 1 mld. Nie prywatyzujemy, ale podnosimy podatki? Abstrahuję już od faktu, że celem prywatyzacji nie jest jedynie przysparzanie dochodów do budżetu. Inne cele nie znajdują jednak zrozumienia u obecnie rządzących. W tej chwili przygotowywany jest projekt ustawy umożliwiającej przymusowy wykup przez państwo "ważnych dla polskiego bezpieczeństwa firm" w sytuacji, gdyby były one przedmiotem "wrogiego przejęcia".

Znowu Bernanke

Nasze problemy to nie tylko powiększone zapędy państwa na naszą gotówkę. Poważnym problemem bździe sytuacja za oceanem. Środowe wystąpienie Bena Bernanke wywołało sporo zmieszania. Pamiętamy, że kilka tygodni temu podobne wystąpienie sprawiło, że rynki zmieniły nastawienie oczekując kolejnych podwyżek. Wtedy mówiło się o większej wadze przykładanej do zagrożenia inflacją niż do faktu pojawiających się symptomów spowolnienia gospodarczego. W tym tygodniu wystąpienie szefa Fed odebrano zupełnie odmiennie. Zdanie o tym, że trzeba wziąć pod uwagę dotychczasowe podwyżki stóp, zostało odebrane jako zapowiedź wyhamowania podwyżek.

Inwestorzy się tym ucieszyli jakby ignorując zupełnie przyczynę takiego stanu rzeczy. Niewiele osób wydawało się zmartwionych faktem możliwego spowolnienia wzrostu gospodarczego. Trzeba też pamiętać, że zbliża się kolejny okres burz i huraganów, który ponownie może zaszkodzić gospodarce oraz wpłynąć na ceny ropy naftowej. Tym samym jeszcze bardziej osłabić słabszy wzrost. Pytanie końcowe - czy indeksy w USA już to spowolnienie zdyskontowały? Jeśli nie, to czy polski rynek będzie spokojnie rósł, gdyby do tego dyskontowania miało dojść?

Trochź techniki

Reklama
Reklama

Pod względem analizy technicznej obecną sytuację można rozrysować na kilka sposobów, co pokazuje Wykres 1. Istnieje możliwość, że kreślimy właśnie formację trójkąta rozszerzającego się, co dawałoby nawet możliwość pojawienia się nowych rekordów. Sama formacja jednak optymistyczna nie jest. Można również rozpatrywać koncepcję pojawienia się diamentu. Moim zdaniem, biorąc pod uwagę zmiany w wielkości obrotów (Wykres 2), bardziej zasadne byłoby przyjęcie, że obecne wzrosty to część formacji klina zwyżkującego, który jest korektą spadków z przełomu maja i czerwca. Tym bardziej, gdy zwrócimy uwagę na to, że zwyżka na rynku terminowym zatrzymała się dokładnie na poziomie linii trendu wzrostowego, która wcześniej została przełamana - ruch powrotny (Wykres 3). Właśnie obrót sprawia, że o ile należy się pogodzić ze wzrostem cen i dopuścić możliwość jego kontynuacji jeszcze przez jakiś czas, to trzeba brać pod uwagę, że zwyżka może skończyć się nagle, a zbytnich optymistów może spotkać sroga kara.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama