Mimo wielu przeciwności i barier cały ubiegły tydzień stał pod znakiem wzrostu cen. Przeglądając czynniki, które potencjalnie mogłyby wpłynąć na poziom cen, to trudno było znaleźć takie, które z powodzeniem przemawiałyby za zwyżką. Nie przeszkodziło to rynkowi w znacznym stopniu podnieść swoją wartość. Ten pozorny paradoks można łatwo wytłumaczyć, gdy spojrzymy na panujące na rynku nastroje. Ich miarą jest choćby publikowany przez giełdę Wigometr. Przed tygodniem jego wartość (-53 pkt) wskazywała, że zdecydowanie przeważają pesymiści. Jak wiemy, większość raczej nie ma racji. Skoro większość oczekiwała spadków, to rynek faktycznie miał ograniczony potencjał zniżki. Wzrost cen był dla tej większości zaskoczeniem i należało na niego zareagować.
Ważny środek tygodnia
W tym tygodniu oczekiwania są już bardziej wyważone. Wartość Wigometru nie jest już mocno odchylona, choć sama wykonała mocny wzrost (o 41 pkt). Czy można to wziąć za oznakę optymizmu? Zmiana jest znacząca. Jak widać, ostatni tydzień u wielu ankietowanych przemodelował oczekiwania. Powinni o tym pamiętać w szczególności gracze, którzy jeszcze rozważają dokonanie zakupów. Tym bardziej, że takich czynników, które raczej nie sprzyjają angażowaniu się w akcje jest w tej chwili sporo.
Dniem kluczowym w ubiegłym tygodniu była środa. To właśnie tego dna mieliśmy okazję wysłuchać expose nowego premiera Jarosława Kaczyńskiego, poznać wartość amerykańskiej inflacji oraz wysłuchać wystąpienia szefa rezerwy federalnej Bena Bernanke. Dwa pierwsze wydarzenia przeszły bez większego echa, co nie zaskakuje. Rynek nie oczekiwał wiele po wystąpieniu J. Kaczyńskiego. Przewidywano, że aspekty gospodarcze nie będą pierwszoplanowymi. Tym bardziej, że rynek miał już za sobą gospodarską wizytę uspokajającą nowego premiera na warszawskim parkiecie. Gdy padły zapewnienia, że kotwica budżetowa zostanie zachowana oraz rząd będzie sprzyjał silnemu złotemu, rynek ze stanu uwagi przestawił się na stan czuwania. Oba te zapewnienia zostały wzięte za dobrą monetę, choć do obu można mieć zastrzeżenia.
Co z tym budżetem?