Mam dziwne przeczucie, że rządząca naszym krajem partia, a może lepiej - koalicja przez nią zawiązana - nie przyczyni się do poprawy sytuacji gospodarczej. Ktoś zapyta dlaczego i każe prześledzić reakcje rynków na exposé nowego premiera. Obyło się bez wstrząsów. No cóż, nie da się zaprzeczyć... Tak samo nie da się jednak zaprzeczyć, że PiS i jego współrządzący towarzysze zdają się nie mieć pomysłu na to, jak naprawić stan finansów publicznych. Co więcej (i to chyba jest najbardziej przerażające), część koalicjantów nie ma też pojęcia o podstawowych prawach ekonomii. Przykładem niech bździe środowa debata po exposé w Sejmie i "rzucające na kolana" słowa posła z LPR - "Co tam jakieś stopy procentowe... ważne, żeby Polki chciały rodzić dzieci"... Dla mnie brzmią przerażająco, dla części (i to chyba - niestety - znaczącej) posłów raczej nie bardzo.

Panie premierze, nie odmawiam Panu wiedzy na temat ekonomii, chociaż nie chwali się Pan nią wcale, a na dodatek też popełnia Pan niemałe gafy. Sam powiedział Pan, że jedyny problem polskiego rynku nieruchomości polega na tym, że Polacy nie chcą kupować nowych mieszkań. Z chęcią bym kupił, gdybym miał za co... I w mojej miejscowości budowano by więcej, co umożliwiałyby plany zagospodarowania przestrzennego. A tych nie ma. Przeraża mnie jednak treść wypowiedzi osób, które razem z Panem próbują rządzić naszym państwem - patrz propozycje gospodarcze posła Zawiszy. (...)

Wydaje mi się, że niektóre składowe naszej gospodarki (indeksy giełdowe i waluta) mogą przez jakiś czas w pewien sposób bronić się same przed nicnierobieniem rządzących. Pamiętać jednak należy, że jeżeli owe nieszczęsne stopy procentowe przestaną obchodzić ludzi kierujących krajem i jego głównymi organami, to Polki może i będą rodzić dzieci, tylko z czego je wykarmią...?

Marek Dudkowski