Reklama

Tanio kupiliśmy Leo Beenhakkera

Istnieje ścisła zależność między wynikami meczów reprezentacji a poziomem notowań na rodzimym rynku akcji

Publikacja: 27.07.2006 09:34

Słaby występ naszych "orłów" na piłkarskich mistrzostwach skłonił do zmiany na stanowisku dowódcy.

Wiadomo było, że Paweł Janas już nie będzie ciągnął tego wózka, ale zleci się to komuś innemu. Ruszyła, jak to się zwykło mawiać, giełda nazwisk. Notowano kwiat polskiej myśli szkoleniowej oraz kilka nazwisk z zagranicy. Gdy tylko przychodziło do omawiania jakiegoś "nie-Polaka", wszystko kończyło się schematem "dobry i mógłby się przydać, ale nie stać nas". Ba, chodzą także obrzydliwe plotki, że trenerzy zagraniczni mieli małe szanse, bo wzbudzali zazdrość wśród polskich kolegów i działaczy swoimi potencjalnymi gażami. Oczywiście nikt w te plotki nie wierzy i każdy ma świadomość, że PZPN i jego doradcy mają na względzie jedynie dobro polskiej piłki.

Zostało to zresztą udowodnione wyborem nowego selekcjonera, którym okazał się jednak cudzoziemiec - Leo Beenhakker. Oczywiście poza kompetencjami samego trenera drugim tematem komentarzy jest wynagrodzenie, jakie zostało zakontraktowane. Za rok pracy otrzyma podobno 600 tys. euro. Jak na dotychczasowe warunki, na jakich byli zatrudniani selekcjonerzy, jest to kwota olbrzymia. Przecież to prawie 10 razy więcej, niż dostawał Janas. Wiadomo, że było wielu przeciwników takiego wyboru, ale klamka już zapadła. O ciężarze finansowym, jaki teraz musi ponieść PZPN, wspominał sam prezes Listkiewicz.

Teraz po tym przydługim wstępie dochodzimy do sedna sprawy. Czy faktycznie wynagrodzenie Beenhakkera jest tak wielkie? Wszystko zależy od punktu widzenia.

Jeśli porównać je z poprzednikami, to robi wrażenie, ale przecież dla żaby i butelka jest wielka. Będąc nieco złośliwym, można stwierdzić, że niskie płace poprzedników po części zależały od nich samych w imię zasady "jak sobie pościelisz...". Patrząc na sprawę z innej strony - skoro Polacy chcą mniej, to po co przepłacać? Nie jest to takie proste. Na piłce się nie znam, ale już zdążyłem załapać, że wiedza Beenhakkera to nie "dobrej klasy proszek", a polska myśl szkoleniowa to nie "Dosia", która może to samo, tylko taniej.

Reklama
Reklama

Komu się zatem opłaca angażować drogiego trenera z zagranicy? Nam! Wszystkim! Całej Polsce. Każdemu, kto jakąkolwiek część oszczędności ma ulokowaną na rynku akcji. Co ma piernik do wiatraka?

Istnieje ścisła zależność między wynikami meczów reprezentacji a poziomem notowań na rodzimym rynku akcji. Trzech naukowców (Diego Garcia, Oyvind Noriega, Alex Edmundas) przebadało wyniki 1162 meczów reprezentacji 39 krajów z lat 1973-2004. Z badań tych wynika, że średnia stopa zwrotu po porażce reprezentacji jest niższa o 39 pkt bazowych (0,39 proc.) od średniej stopy zwrotu. Zwycięstwa nie wpływają pobudzająco, ale tu nie ma się co dziwić, bo rynek akcji jest przecież asymetryczny. Uszczerbek na stopie zwrotu jest różny w zależności od udziału inwestorów indywidualnych na rynku oraz rangi meczu.

Wnioski? Przecież to już łatwo obliczyć. Kapitalizacja giełdy warszawskiej wynosi około 450 mld złotych. Idąc na skróty i przyjmując wartość średnią, każda porażka naszych orłów kosztuje nas ok. 1,7 mld złotych! Czy zatem zatrudnienie Leo Beenhakkera jest kosztowne? Ja bym to nazwał inwestycją zmniejszającą koszty (jeśli mu się powiedzie).

Mam przykrą świadomość, że informacje te nie były wcześniej znane naszym finansistom. Teraz jest już za późno, bo kontrakt podpisany, ale pozostaje uczucie żalu, że nie wygospodarowano wśród zarządzających tych paru nędznych milionów euro i nie podkupiono Abramowiczowi Murinho czy nie ściągnięto z Liverpoolu Beniteza (choć wtedy pewnie Jerzy Dudek nadal by nie grał). Taki wydatek można potraktować jako swoistą polisę ubezpieczeniową.

W końcu na "window dressing" wydaje się znacznie więcej.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama