Znowu się dostało Komisji Nadzoru Finansowego - tym razem od "Financial Times". Ten twór nie ma szczęścia ani do pol skiej, ani zagranicznej prasy. Przy okazji wspomniano nazwisko Cezarego Mecha, który jest typowany na szefa nowego nadzoru, ale w dość specyficzny sposób. Mianowicie Mech - według autora artykułu - "ma opinię ekonomicznego nacjonalisty".
To stwierdzenie strasznie mnie zaskoczyło. Cóż to jest, u licha, "ekonomiczny nacjonalista"? OK, gdyby był "polskim nacjonalistą", wiadomo byłoby, że stawia interes Polaków ponad interes innych narodów, lekceważy je i jest agresywny wobec nich (definicja wzięta ze słownika). Ale "ekonomiczny nacjonalizm"? Czy to oznacza, że Mech uznaje prymat ekonomii nad całą resztą życia społecznego? W takim razie prezes NBP Leszek Balcerowicz byłby "nacjonalistą monetarnym", podobnie jak szefowie EBC, a każdy minister finansów podpadałby pod kategorię "nacjonalizmu fiskalnego". A może też Mech forsuje interesy ekonomistów kosztem innych grup? Mielibyśmy też "nacjonalizm górniczy", "nacjonalizm prawniczy" i wiele innych.
A może chodzi o to, że Cezarego Mecha interesuje przede wszystkim rozwój gospodarczy Polski i to nawet kosztem innych krajów? Ale co w tym jest dziwnego? Nie znam polityka jakiegokolwiek kraju, który byłby zainteresowany rozwojem innego państwa kosztem własnego. No, przynajmniej żaden nic takiego oficjalnie nie mówi. Za to mnóstwo jest takich, którzy chętnie poświęcają interes innego państwa, gdy chodzi o ich własny. Znakomitym przykładem są Niemcy, którzy mają w nosie interes krajów naszego regionu, bo chcą sobie zapewnić możliwość bezpośrednich dostaw gazu z Rosji. Włosi się opierali wejściu obcego kapitału do ich banków, nie jest łatwo też kupić bank niemiecki. Francuzi i Hiszpanie też starają się jak mogą, aby ich firmy pozostały w rękach obywateli ich państw. Czyli faktycznie spora część Europy próbuje uniemożliwić wypływ zysków swoich przedsiębiorstw, czyli stawia interes ekonomiczny swój ponad inne. Czy różni urzędnicy tych krajów według "FT" są "ekonomicznymi nacjonalistami"?
Problem w tym, że jeżeli ta definicja odpowiada "ekonomicznemu nacjonalizmowi", to takich nacjonalistów jest dużo więcej. Mnie osobiście też o wiele mniej interesuje pomyślność gospodarki niemieckiej, włoskiej czy hiszpańskiej niż polskiej. Nie, żebym komuś źle życzył, nawet wprost przeciwnie, bo zwykle na prosperity korzysta także nasz kraj. Chciałbym jednak, żeby polski PKB rósł najszybciej, stopy były niskie, żeby polskie firmy były najlepsze, najbardziej efektywne i przejmowały inne za granicą, bez problemów czy wstrętów.
Czy to oznacza, że też jestem "ekonomicznym nacjonalistą"? Czy to powód do wstydu? A jeśli tak, to czy jest szansa, abym się przestał wstydzić i się zmienił? I na co? "Ekonomicznego kosmopolitę"? I na czym to polega? Na tym, aby robić dobrze wszystkim, tylko nie sobie i swoim? A jeśli tak, to czym to się różni od głupoty?