W trakcie piątkowej sesji kurs Elektrimu był nawet blisko o 18 proc. wyższy niż na zakończeniu poprzedniego dnia. Czy wydarzyło się coś ważnego? Nie. Rozmowy z Niemcami w celu ustalenia ceny za udziały w Erze trwają i szybko się nie zakończą. W poniedziałek kończy się czas na wycenę aktywów na potrzeby sądu, ale wyliczenia te są wciąż zagadką. Może francuskie Vivendi zrezygnowało z ogromnych roszczeń? Absolutnie nie. Co więc się stało? Przed rozpoczęciem sesji mówiono, że Elektrim porozumiał się z Niemcami na bardzo korzystnych dla polskiej firmy warunkach, a kurs firmy poszybuje do astronomicznych wartości - nawet do kilkuset złotych za walor (kilkanaście złotych miało być pewne). Większość drobnych akcjonariuszy była w euforii. Po południu, gdy nadal nie było oficjalnych informacji, niecierpliwi zaczęli sądzić, że ktoś chce zarobić na ich naiwności. Byli przekonani, że nikt o zdrowych zmysłach nie zostanie już z akcjami Elektrimu na weekend, tylko zrealizuje zyski. Analitycy uważali podobnie - to była czysta spekulacja i duże zyski dla trzeźwo oceniających sytuację. Co na to największy akcjonariusz Elektrimu? - Ale mnie pan zadziwił! Nie wydarzyło się przecież nic, co mogłoby mieć wpływ na cenę walorów - powiedział Zygmunt Solorz-Źak po tym, jak opisałem mu sytuację na giełdzie. Za akcję Elektrimu płacono jednak na zamknięciu piątkowej sesji 6,1 zł, czyli prawie 9 proc. więcej niż dzień wcześniej. Zajrzałem na forum internetowe. Inwestorzy liczą, że zobaczą upragniony komunikat w poniedziałek. A jak nie? Wtedy kurs Elektrimu prawdopodobnie mocno spadnie i "zabawa" zacznie się od nowa.