Przy prywatyzacji łódzkiego Cefarmu doszło do poważnych nadużyć - wynika z raportu Najwyższej Izby Kontroli. Jak twierdzi NIK, w Cefarmie nie zadbano o poprawę kondycji finansowej i mimo to rozpoczęto przekształcenia własnościowe. Miało się to przyczynić do znacznego obniżenia wartości spółki i zaniżonej wyceny przy prywatyzacji.

Najpoważniejszy zarzut NIK dotyczy nieprawidłowości przy wyborze inwestora dla Cefarmu. Według Izby, łódzki wojewoda faworyzował Polską Grupę Farmaceutyczną, utrudniając innym firmom, m.in. Farmacolowi, udział w prywatyzacji. Zarząd komisaryczny Cefarmu, przy akceptacji wojewody, miał doprowadzić do uzależnienia finansowego spółki od PGF, m.in. poprzez zaciąganie od inwestora pożyczek pod zastaw nieruchomości. W kwietniu 2004 r. zadłużenie Cefarmu wobec PGF wynosiło ponad 9 mln zł. Pod koniec czerwca 2005 r. zobowiązania sięgały już blisko 24 mln zł.

Farmacolowi, który składając ofertę prywatyzacyjną, szacował wartość Cefarmu na 8,8-17 mln zł (PGF zaproponował 5 mln zł), uniemożliwiono uzyskanie pełnej informacji o sytuacji finansowej Cefarmu i o zadłużeniu spółki wobec PGF.

- Nasza firma w ostatniej chwili uratowała Cefarm przed bankructwem - mówi Grzegorz Dróżdż, rzecznik PGF. - Jakiekolwiek inne interpretacje są dla nas krzywdzące - dodaje. Rzecznik podkreśla, że PGF nie miała żadnego wpływu na sytuację finansową Cefarmu przed rozpoczęciem przekształceń własnościowych.

Zdaniem PGF, prywatyzacja Cefarmu została przeprowadzona zgodnie z prawem. Dróżdż przypomina protokół NIK z października 2005 r., w którym to Izba "nie wnosi uwag do procesu tworzenia spółki". - PGF wypełniła wszystkie zobowiązania prywatyzacyjne, tj. wniesienie kapitału, utrzymanie stanu etatów i pokrycie zobowiązań - tłumaczy Dróżdż. - Dodatkowo spłaciliśmy długi, które nie zostały wyszczególnione w bilansie m.in. zobowiązania wobec NFZ. Rzecznik dodaje, że wskutek złej kondycji finansowej w momencie prywatyzacji, łódzki Cefarm do dziś przynosi straty. W 2005 r. strata wyniosła 5,2 mln zł.