Litewska rafineria pracuje teraz "na pół gwizdka". Przerabiany jest jedynie surowiec dostarczany drogą morską przez terminal w Butyndze. W tym miesiącu poprzez terminal do rafinerii trafi 400 tys. ton ropy. To wciąż za mało, aby pokryć zapotrzebowanie. W efekcie wstrzymania przesyłu rurociągiem "Przyjaźń" spółka zredukowała wczoraj sierpniowe plany produkcyjne o 100 tys. ton, z 830 tysięcy ton wcześniej. Niewykluczone że w ciągu najbliższych dni firma znów poinformuje o zmniejszeniu produkcji.
Mimo że sytuacja związana z brakiem dostaw odbija się na wycenie akcji polskiej firmy, PKN Orlen nie chce - a raczej nie może - ingerować w działalność Możejek. Przedstawiciele płockiego koncernu twierdzą, że mają na razie związane ręce. Taka sytuacja potrwa do chwili zatwierdzenia przez Komisję Europejską transakcji kupna litewskiej rafinerii przez Orlen. Również Ministerstwo Gospodarki wstrzymuje się na razie z podejmowaniem kroków w tej sprawie. Wynika to z faktu, że sytuacja nie dotyka bezpośrednio PKN Orlen. - Do resortu nie dotarły z Orlenu żadne ostrzeżenia o zagrożeniu dostaw ropy do rafinerii płockiej - wyjaśnia "Parkietowi" Tomasz Stępień z działającego w MG zespołu ds. dywersyfikacji dostaw nośników energii.
Tymczasem według strony rosyjskiej naprawa uszkodzonego rurociągu może potrwać nawet rok. Ropa, która miała płynąć odcinkiem "Przyjaźni" na Litwę, jest teraz kierowana do terminali przeładunkowych nad Morzem Czarnym. Czy Możejki mogą spodziewać się odszkodowania za odcięcie dostaw? - Przewidujemy, że nie zostaną wypłacone żadne odszkodowania dla Możejek z tytułu ograniczenia dostaw surowca. Natomiast sprawa może trafić do sądu - powiedział "Parkietowi" jeden z rosyjskich analityków.
Lipcowe sygnały dotyczące ewentualnego ograniczenia dostaw
ropy z Rosji do Możejek nie wzbudziły niepokoju u Igora Chalupca, prezesa Orlenu. Powiedział wówczas "Parkietowi": - Spodziewałem się tego, więc nie jestem ani zaskoczony, ani zaniepokojony takimi sygnałami.