WIG20 nie zdołał dotrzeć do majowego szczytu (3348 pkt). Zapał kupujących wyczerpał się, gdy indeksowi brakowało niecałe 5 proc. do tego poziomu. Z jednej strony to być może nawet dobrze, gdyż atak na szczyt hossy przy silnym wykupieniu rynku mógłby się zakończyć boleśnie dla posiadaczy akcji. Oczywiście zatrzymanie zwyżki będzie tylko wówczas korzystne, gdy obecna korekta nie przerodzi się w głębsze spadki. Trzeba bowiem przyznać, że czynniki ryzyka nie tylko nie ustępują, ale pojawiają się nowe. Cały czas zagrożeniem jest pozostawanie w tyle światowych rynków akcji. Indeksy zagraniczne są znacznie dalej od majowego szczytu niż WIG20. Indeks blue chips nie będzie w stanie na dłuższą metę zachowywać się tak mocno względem np. wskaźnika MSCI dla rynków wschodzących. Trwająca właśnie korekta spadkowa tylko potwierdza tę tezę. Tym bardziej że nie ma pewności, że rynki zagraniczne będą podążać w górę.
Przykładowo na wykresie niemieckiego DAX-a powstaje niejednoznaczna formacja, która równie dobrze okazać się może optymistyczną odwróconą głową z ramionami, co pesymistycznym symetrycznym trójkątem zapowiadającym kontynuację trendu spadkowego.
Wielką niewiadomą jest też zachowanie cen miedzi - kluczowego czynnika decydującego o notowaniach KGHM, a przez to w dużym stopniu także WIG20. Na wykresie tego metalu powstaje od dwóch miesięcy obszerny klin. Chociaż obecnie cena miedzi bliższa jest górnemu ramieniu tej formacji, to lipcowy szczyt pozostaje
niepokonany.
Kolejna sprawa to silne wykupienie w przypadku sektora bankowego. Wczorajsza przecena akcji tej branży może świadczyć o ochłodzeniu koniunktury w najbliższym czasie. Chodzi o to, że indeks WIG-Banki zanotował w lipcu wyjątkowo pokaźną zwyżkę. W efekcie wykupienie zbliżyło się do niebezpiecznego poziomu. Sygnalizujące je odchylenie indeksu od średniej ze 100 sesji zbliżyło się do skrajnie wysokich wartości - w minionych dwóch latach poprzedzały one szczyt kursów banków. Później za każdym razem trzeba było czekać kilka miesięcy aż WIG-Banki wróci do szczytu.