Już od blisko roku nie mamy kontraktów długoterminowych na dostawy i zaopatrywaliśmy się w ropę dzięki zamówieniom bieżącym. Dlatego nie możemy liczyć na żadne odszkodowania ze strony naszego dostawcy ani Transnieftu - przyznał w rozmowie z "Parkietem" Giedrius Karsokas, rzecznik Mazeikiu Nafta. Oznacza to, że Rosjanie mogli wstrzymać dostawy ropy do litewskiej rafinerii już dawno.
Pewność, której nie ma
O możliwości zmniejszenia przesyłu ropy rosyjski Łukoil mówił już w czerwcu. Wiceprezes koncernu Leonid Fiedun powiedział wtedy, że zaopatrywanie Możejek nie jest interesujące dla Łukoila. Zaznaczył, że "większość rosyjskich koncernów podobnie ocenia sytuację". W odpowiedzi przyszły inwestor litewskiej firmy PKN Orlen zapewniał, że grafik tłoczeń do Możejek na III kwartał jest zapełniony, a rafineria ma ponadto podpisane kontrakty na dostawy surowca na dłużej niż do połowy przyszłego roku. Według wcześniejszych informacji rosyjskich mediów, w III kw. Możejki miały odebrać 180 tys. ton ropy od koncernu Łukoil, 620 tys. ton od TNK-BP, a 1 mln ton z Ros-nieftu. Te plany nie będą już raczej zrealizowane. Rosjanie wstrzymali dostawy, tłumacząc się awarią rurociągu "Przyjaźń", i zapowiedzieli, że jego naprawa może potrwać nawet rok. We wcześniejsze wznowienie dostaw nie wierzą też sami Litwini. Dyrektor generalny Możejek Nelson English zadeklarował po raz kolejny, że nawet bez przesyłu z Rosji firma sobie poradzi. - Staramy się zapewnić tyle dostaw drogą morską i innymi, żeby rafineria mogła działać przy pełnych mocach produkcyjnych - mówi G. Karsokas.
Notowania spadają
Wiarę w Możejki wydają się tracić też litewscy inwestorzy. Kurs akcji spółki spada. W czwartek na koniec sesji w Wilnie wyniósł 7,38 litów, (zniżka o 6,3 proc). W trakcie sesji spadek był głębszy i przekraczał 10 proc. W ciągu trzech dni rynkowa wycena Możejek obniżyła się o 830 mln litów (ok. 300 mln USD).