Odchudzony Malev jest bardziej atrakcyjny - twierdzi Janos Gonci, prezes węgierskiego przewoźnika. Wkrótce rząd podejmie siódmą próbę sprzedaży udziałów tej firmie, która jeszcze niedawno wydawała się skazana na bankructwo. Dziennik "Nepszabadsag" napisał, że sprzedaż przewidziana jest na początek września.
W okresie sześciu lat na wzmocnienie Malevu z kasy publicznej wydano 16,2 miliarda forintów (74 mln dolarów), ale spółka wciąż ma duży dług wynoszący 30 miliardów forintów i od końca lat 90. nie miała zysku. Gonci zapewnia, że próg rentowności jest bardzo blisko.
Wprawdzie zatrudnienie zmniejszono o 50 proc., jednak Malev wciąż boryka się z wysokimi kosztami pracy. Podobnie jak wszystkim tradycyjnym powietrznym przewoźnikom, także węgierskiej firmie dają się we znaki nie tylko wysokie ceny paliwa, ale także konkurencja ze strony tanich linii, jak Ryanair czy easyJet.
Rząd ma nadzieję, że tym razem uda się pozyskać inwestora. Gonci liczy na profesjonalnego i zasobnego partnera. Według doniesień prasowych, sam jest zainteresowany zakupem udziałów. Węgrzy liczą, że zainteresowanie Malevem wzrosło po sprzedaży budapeszteńskiego lotniska Ferihegy, które za 2,3 miliarda dolarów kupiła brytyjska spółka BAA, operator Heathrow.
Podobnie jak dzieje się to gdzie indziej, Malev po przystąpieniu Węgier do Unii Europejskiej traci rynek na rzecz tanich przewoźników. W 2003 r. miał 59 proc. rynku, a obecnie już tylko 40 proc. Ruch w powietrzu jednak rośnie i w tym roku Malev zwiększył przewozy pasażerskie o 14 proc. W pierwszym półroczu czeskiej linii CSA przybyło 6 proc. klientów.