W poniedziałek i wtorek miedź na światowych rynkach taniała. Powód jest paradoksalny. W największej kopalni miedzi, chilijskiej Escondida (8 proc. światowego wydobycia), rozpoczął się strajk, bo pracownicy chcą podwyżki pensji. Teoretycznie więc surowiec powinien drożeć.
Protest szkodzi cenom
Produkcja w chilijskim koncernie należącym do australijskiego BHP Billiton spadła o 60-80 proc. - Giełdy towarowe zareagowały na strajk spadkiem cen metalu, co można interpretować jako spełnienie się zasady "kupuj na plotkach, sprzedawaj na faktach". Realizacja zysków po wcześniejszych wzrostach pod informacje o strajku jest uzasadniona w przypadku, kiedy strajk miałby się szybko skończyć, tj. nie będzie miał wpływu na fizyczny bilans metalu - komentuje Michał Marczak, analityk DI BRE Banku.
W pierwszym okresie strajku Escondida będzie realizowała zamówienia ze zgromadzonych zapasów. - Pozostaje pytanie, jak duże one są. Światowi producenci zgromadzili ok. 530 tys. ton miedzi zapasów. Escondida mogłaby zgromadzić ok. 42 tys. ton. Jeżeli strajk zmniejsza produkcję o 70 proc., to producent posiada zapasy na ok. 18 dni. Dopiero po takim czasie strajk wpłynie na niezdolność Escondida do realizacji zamówień - dodaje M. Marczak. Przypomina, że szacunki nie uwzględniają faktu, że kopalnia musi później odbudować zapasy. Roczna produkcja miedzi to ok. 16 mln ton.
Układ pracy nie do ruszenia