W ubiegłym tygodniu premier Jarosław Kaczyński zapowiedział, że prawie 60 mld euro, które przekaże nam Unia Europejska w latach 2007-2013, zostanie zapisane w budżecie. To pomysł Ministerstwa Rozwoju Regionalnego, które w ten sposób chce ułatwić wydawanie unijnych pieniędzy, szczególnie na przedsięwzięcia realizowane przez instytucje publiczne.
Jak tłumaczy w rozmowie z "Parkietem" (patrz niżej) Tomasz Nowakowski, wiceminister rozwoju regionalnego, te fundusze zostaną zapisane jako jedna pozycja w budżecie łącznie z tzw. wkładem krajowym, czyli obowiązkowymi środkami, które Polska musi dołożyć do pomocy z Brukseli.
Bez zatorów płatniczych
Taki krok to efekt dotychczasowych doświadczeń z pomocą unijną. Do końca czerwca wykorzystaliśmy ok. 16,5 proc., z 11,3 mld euro (łącznie z wkładem krajowym prawie 14,9 mld euro), które otrzymaliśmy z UE na lata 2004-2006. Co prawda, reszta musi zostać wydana do końca 2008 roku, jednak już teraz - mimo uspokajających sygnałów ze strony rządu - pojawiają się obawy, że czźść pieniźdzy może przepaść. Szczególnie zagrożony jest program transportowy, w którym udało się wykorzystać niecały procent pieniędzy.
Według T. Nowakowskiego, skumulowanie wszystkich środków w budżecie umożliwi uniknięcie w przyszłości takich zagrożeń, jak np. chwilowy brak pieniędzy na wydatki, powodujący kilkutygodniowe lub dłuższe opóźnienia w realizacji inwestycji. - Połączenie środków krajowych i unijnych w budżecie państwa pozwoli na elastyczne przesuwanie pieniędzy pomiędzy poszczególnymi programami w zależności od stopnia zrealizowanych płatności. Dzięki temu unikniemy sytuacji, że w jednym programie brakuje pieniędzy na wypłaty, a w drugim leżą niewykorzystane - wyjaśnia wiceminister. Beneficjenci będą mogli bez obaw o stabilność finansowania realizować wieloletnie inwestycje.