Zmieniła się też sytuacja na londyńskiej giełdzie. Akcje British Airways, głównego użytkownika portu lotniczego Heathrow, drożały. Eksperci nie spodziewają się spadku zainteresowania podróżami lotniczymi. Jeśli jednak tak się stanie, prawdopodobnie będzie to trend chwilowy.
Wyższe koszty
Zaostrzone procedury kontroli pasażerów i bagażu na brytyjskich lotniskach mogą jednak spowodować wzrost kosztów przewoźników powietrznych. Przede wszystkim trzeba będzie zwiększyć liczbę urządzeń do wykrywania materiałów wybuchowych. Wyższe koszty będą się też wiązać z opóźnieniami, gdyż bardziej drobiazgowa kontrola pasażerów i bagażu wydłuży czas odprawy na lotniskach, a także wzrośnie liczba podróżnych zmieniających swoje plany. Trzeba będzie ograniczyć zakres samoobsługi. Linie lotnicze z powodu kosztów m.in. wprowadziły rezerwację biletów za pośrednictwem internetu, ale w takiej sytuacji jak obecnie, twierdzą eksperci, jest to utrudnione. - Linie lotnicze muszą zwiększyć skalę bezpośredniej obsługi - uważa Alan Sbarra, konsultant z San Francisco.
Ujawnienie przez brytyjską policję planów zamachowców przygotowujących ataki na samoloty lecące do Stanów Zjednoczonych w czwartek doprowadziło do paraliżu lotniska Heathrow. Odwołano 1100 lotów. Inwestorzy pozbywali się akcji europejskich towarzystw lotniczych (British Airways, Luft-hansa, Air France-KLM), biur podróży i innych firm związanych z branżą turystyczną, jak np. hotelarskie.
Początkowo spadały też kursy akcji linii amerykańskich notowanych w Nowym Jorku, ale później odrabiały straty. American Airlines w pewnym momencie potaniały o 5,1 proc., po odbiciu o tyle samo poszły w górę i sesję zakończyły bez zmian wobec poprzedniego zamknięcia. "Inwestorzy w USA bardziej niż ataków terrorystycznych obawiają się wzrostu cen paliw, kryzysu na Bliskim Wschodzie i skutków spowolnienia gospodarki", przekonuje w swoim raporcie Daniel McKenzie, analityk Credit Suisse.