Jak na razie, sierpień nie przynosi powtórki z bardzo udanego dla inwestorów lipca. Spadła temperatura, zmalała też chęć do zakupów akcji. O tym, że nastroje bardzo odbiegają od tych z najlepszych okresów hossy przekonują choćby piątkowe niemrawe reakcje rynku na lepsze od oczekiwań wyniki czołowych spółek. Zysk PKN Orlen był co prawda mniejszy niż przed rokiem (co było praktycznie pewne i dyskontowane od dłuższego czasu), ale o 19 proc. przewyższył średnią prognozę analityków. Kurs nie tylko nie wystrzelił w górę, ale po dwóch godzinach handlu zszedł na minus względem czwartkowego zamknięcia. Taki sam los spotkał PKO BP, który podał zysk netto nie tylko o 8 proc. wyższy niż rok temu, ale także o 4,4 proc. wyższy od średniej prognozy analityków. W innych okolicznościach takie wyniki wywołałyby zapewne falę zakupów i pozwoliły na pokaźny wzrost WIG20.
Wzrost był za szybki
Z czego wynika ten marazm? Wiele wskazuje na to, że przyczyną jest nierównowaga względem rynków wschodzących, w jakiej WIG20 znalazł się w efekcie lipowej zwyżki. W ubiegłym miesiącu WIG20 podskoczył o 10,4 proc. i był to jeden z najlepszych miesięcy w historii całej hossy. Tymczasem indeks MSCI dla rynków wschodzących praktycznie stał w miejscu. Wymowny jest wykres rocznych stóp zwrotu z obu indeksów. Okazuje się, że w końcu lipca różnica między roczną zmianą WIG20 a roczną zmianą indeksu MSCI przekroczyła 20 pkt proc. Tak dużą przewagę naszego rynku zanotowano poprzednio w połowie maja, czyli tuż przed załamaniem notowań. Zatrzymanie zwyżki WIG20 na początku sierpnia przy jednoczesnym umiarkowanym wzroście wskaźnika MSCI można interpretować jako przywracanie stanu równowagi względem rynków wschodzących. Trzeba też zauważyć, że nasze akcje drożały w minionych kilkunastu tygodniach jeszcze szybciej w ujęciu dolarowym. Umocnienie złotego sprawiło, że polskie spółki stały się jeszcze droższe w porównaniu z innymi rynkami wschodzącymi, niż wynikałoby ze zmian WIG20 wyrażonych w złotych.
Rynki wschodzące znowu
decydują