Po czwartkowej zwyżce w Nowym Jorku, kiedy do zakupu akcji zachęcał spadek cen ropy i udaremnienie zamachów na podlondyńskim lotnisku Heathrow, w piątek sesje na giełdach amerykańskich zaczęły się od niewielkich spadków. Inwestorów nie uszczęśliwiły dane o sprzedaży detalicznej w lipcu. 1,4-proc. wzrost, największy od pół roku, może świadczyć, że gospodarka nie zwalnia tak bardzo, jak sądzi kierownictwo banku centralnego USA. Z powodu obaw o koniunkturę w miniony wtorek Fed nie zdecydował się na kolejną podwyżkę stóp procentowych. Teraz znowu gracze giełdowi będą się bać, że koszt kredytu zostanie podwyższony 20 września, bo Ben Bernanke, szef Fed, i jego koledzy znowu koncentrować się będą na walce z inflacją. W Europie po południu spośród osiemnastu rynków rozwiniętych osiem było na minusie. Zyskiwały m.in. akcje linii lotniczych i producenta opon Michelina, który zapowiedział, że od października podwyższa ceny. Drugi dzień traciły akcje firm telekomunikacyjnych po tym, jak dzień wcześniej Deutsche Telekom obniżył prognozę. Potraktowano to jako negatywny sygnał dla całej branży, w której silna konkurencja utrudnia poprawę wyników. Akcje Vodafone, największego na świecie operatora telefonii komórkowej, spadały po obniżeniu rekomendacji przez ABN Amro. W Europie, podobnie jak w USA, zwiększyły się obawy przed wzrostem stóp procentowych, gdyż szybciej rośnie produkt krajowy we Francji, przyspieszyła inflacja w Niemczech. Azja nie zgrzeszyła odmiennością, z opóźnieniem reagowała na wcześniejsze wydarzenia w Wielkiej Brytanii. Taniały akcje linii lotniczych. Tokijskie indeksy traciły też z powodu spadku tempa rozwoju Japonii. W drugim kwartale, po 2,7-proc. wzroście PKB w pierwszym, produkt krajowy powiększył się tylko o 0,8 proc. Na rynkach regionu Azji i Pacyfiku rywalizację o inwestorów wygrywały spółki użyteczności publicznej

i telekomunikacyjne. Te walory

cieszyły się uznaniem ze względu,

jak mówiono, na stabilne

wyniki.