Reklama

Zawód czy zajęcie?

Czyżby ekonomia była tak prostą dziedziną wiedzy, że dla zgłębienia jej tajników wystarcza samokształcenie?

Publikacja: 12.08.2006 09:31

Codzienny kontakt z gospodarką prowadzi do tego, że wielu ma wrażenie, że posiadło wiedzę ekonomiczną w zakresie pozwalającym na publiczne formułowanie opinii i komentowanie wydarzeń. Mniej istotne staje się tu wykształcenie komentatora. Oczywiście, w demokracji każdy ma prawo wygłaszać swoje opinie na dowolny temat, tyle że słowa wypowiadane na tematy gospodarcze mogą prowadzić do nieporozumień i kształtowania opinii publicznej w wypaczony sposób.

Swoją rolę w kreowaniu ekonomistów, którzy nimi nie są, mają media. Częstą praktyką jest przedstawianie inżynierów bądź prawników jako ekonomistów. Zainteresowani na ogół nie protestują.

Wyobraźmy sobie absolwenta studiów technicznych, który zajmuje się analizą rynku kapitałowego. Jest to dziedzina, w której umiejętność ścisłego myślenia jest bardzo pożądana i taka osoba ma predyspozycje, by nawet w krótkim czasie stać się wybitnym analitykiem rynku kapitałowego. Jeżeli media zwracają się do takich osób o komentarze giełdowe, to tylko można pogratulować wyboru.

Problem zaczyna się w momencie, w którym ów analityk rynku kapitałowego zaczyna być pytany o kwestie wykraczające poza jego kompetencje, na przykład z zakresu makroekonomii. Niewielu odmawia, nie chcąc narazić się na zarzut niekompetencji, jednak zwykle jest ona oczywista dla osoby z wiedzą makroekonomiczną. Wyobrażam sobie, że media traktują, z założenia, analityków rynków kapitałowych jako ekonomistów. Tymczasem zakres nauk ekonomicznych jest bardzo szeroki i panuje w nich daleko idąca specjalizacja.

Kolejną sprawą wprowadzającą spore zamieszanie jest traktowanie polityków, którzy albo w parlamencie, albo w rządzie mieli w nazwie swojej funkcji umieszczoną gospodarkę w dowolnym przypadku. W trakcie sprawowania funkcji, a nawet czasami dożywotnio, bywają oni taktowani jako ekonomiści, choć często nimi nie są.

Reklama
Reklama

Przypominam sobie pewnego ministra skarbu, wojującego działacza związków zawodowych, o którym mówiono, że całą swoją wiedzę ekonomiczną posiadł w czasie wieloletniego zasiadania w komisjach sejmowych. Miałem okazję uczestniczyć w obradach kilku takich komisji i raczej bym doświadczenie takie rekomendował jako klasyczną anty-lekcję ekonomii.

Z niezrozumiałych dla mnie powodów ekspertami gospodarczymi wielu partii politycznych są osoby bez wykształcenia ekonomicznego. Czyżby ekonomia była tak prostą dziedziną wiedzy, że dla zgłębienia jej tajników wystarcza samokształcenie? A może w polityce nie zawsze jest miejsce dla profesjonalistów? Na pewno nie - ekonomiści stanowią mniejsze zagrożenie dla działań polityków nie uznających racji ekonomicznych lub nie mających zamiaru podporządkować się takim racjom.

Odnoszę wrażenie, że w odbiorze społecznym zaciera się rozróżnienie między profesjonalnymi ekonomistami a ludźmi, którzy z różnych przyczyn zajmują się gospodarką i nie są ekonomistami. Prezentując inżynierów, prawników i przedstawicieli innych zawodów jako ekonomistów, czyni się podwójną krzywdę. Z jednej strony, osoby takie naraża się na ujawnianie braku fachowości, a z drugiej - opinia publiczna może uzyskiwać wypaczony obraz rzeczywistości.

Instytut Badań nad Gospodarką Rynkową

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama