Ponad 7,4 mln zł kosztowała Astartę niedawna publiczna emisja. To prawie 8 proc. kwoty, którą firma pozyskała z giełdy. Jest to jedna z najdroższych ofert w tym roku.

Astarta Holding (holenderski właściciel Astarty-Kijew, ukraińskiego producenta cukru) pozyskała z naszego rynku 95 mln zł. Z tej kwoty faktycznie trafiło do niej jednak jedynie ok. 87,6 mln zł. Resztę pieniędzy pochłonęła kampania związana z emisją. Z komunikatu spółki wynika, że gros wydatków poszło na wynagrodzenie dla londyńskiego banku ING, który był gwarantem emisji, oraz na sporządzenie prospektu emisyjnego, z uwzględnieniem kosztów doradztwa. Łącznie pochłonęło to ponad 7 mln zł. Z kolei blisko 430 tys. zł przeznaczono na promocję.

Wśród tegorocznych debiutantów więcej na emisję wydał tylko Famur. Kosztowała ona firmę 8,75 mln zł. Wartość oferty była jednak dużo wyższa - wyniosła blisko 294 mln zł (do spółki wpłynęło tylko 151 mln zł, reszta - do starych akcjonariuszy, sprzedających akcje w ofercie).

- Oferta nie była droga - ocenia Siergiej Trifonow, dyrektor ds. rozwoju strategicznego i kredytów międzynarodowych Astarty. Podkreśla, że w porów naniu z innymi ukraińskimi przedsiębiorstwami, które sprzedawały akcje np. w Londynie, Astarta wydała mało. Nie ukrywa, że najdroższy był międzynarodowy audyt finansowy. - Badał nas zarówno ukraiński, jak i holenderski oddział KPMG - przypomina. Poza tym zarząd Astarty spotykał się z inwestorami z całej Europy, m.in. w Londynie, Frankfurcie czy Sztokholmie.