Wszystkie spółki, które pojawiły się na warszawskim parkiecie w lipcu, a potem opublikowały raporty za drugi kwartał, odnotowały za ten okres straty netto. Przypadek, czy może wyraźny związek między wynikami a terminem debiutu?
Kwestia dotyczy Intersportu (właściciela sieci sklepów sportowych), eCardu (firmy autoryzującej transakcje w internecie) i spółki Inwest Consulting (doradcy rynku kapitałowego). Handlujący sprzętem komputerowym Action ujawni wyniki dopiero we wrześniu. Na minusie był także Gino Rossi, producent obuwia skórzanego, który zadebiutował na giełdzie w ostatnich dniach czerwca.
Słabe wyniki były niemiłym zaskoczeniem dla wielu inwestorów, bo przed rokiem firmy te potrafiły zarobić lub przynajmniej zdecydowanie mniej stracić. Gracze giełdowi mogli poczuć się oszukani, choć wielu z nich zapomniało być może o sezonowości sprzedaży w niektórych branżach i patrzyło "bezrefleksyjnie" na wyniki pierwszego kwartału.
Zdrową reakcją spółek było natomiast to, że wykorzystały koniunkturę na rynku. Większość (nie tylko tych, które zadebiutowały w lipcu) postanowiła sprzedać akcje możliwie drogo. Ale na przykład Inwest Consulting postanowił pozostawić trwały ślad w historii GPW (jego kurs wzrósł w dniu debiutu o ponad 480 proc.). Nie ma w tym nic złego. Problem leży gdzie indziej. Firmy, które na fali dobrych rezultatów za wcześniejsze okresy sprzedały walory inwestorom, wiedziały, że wkrótce opublikują znacznie gorsze wyniki. I milczały. A przecież giełda nie jest miejscem na chwilę. Raz stracone zaufanie inwestorów może odbić się w przyszłości bardzo nieprzyjemną czkawką.