Rejestracja przez sąd akcji nowej emisji to zwykle formalność. Tym większym zaskoczeniem dla rynku jest fakt, że nie udało się to Sfinksowi. Łódzki sąd odmówił zarejestrowania papierów, które spółka wyemitowała w czerwcu po cenie emisyjnej równej 28 zł. Zaniepokoiło to inwestorów. W efekcie, prawa do akcji spółki potaniały na wczorajszej sesji o 0,6 proc., do 31 zł.
Większości się udaje
Zawsze istnieje ryzyko, że sąd odmówi zarejestrowania akcji. O takiej ewentualności spółki szykujące się do debiutu muszą informować w prospekcie emisyjnym. Mimo to zarząd Sfinksa nie kryje zaskoczenia obrotem sprawy. - Miał to być jeden z naturalnych etapów oferty publicznej - mówi prezes Piotr Mikołajczyk.
Ostatnio żadna ze spółek przeprowadzających oferty pierwotne nie miała problemów z rejestracją akcji. W 2003 r. łódzki Redan uniknął problemów dzięki temu, że zmienił w ostatniej chwili uchwały walnego zgromadzenia. Wcześniej, w 2000 r., z odmową sądu spotkała się Muza.
Nie było jednak jeszcze przypadku, żeby nie zarejestrowano akcji, kiedy prawa do nich były już notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych. Sfinks jest pierwszy.