Na rynku amerykańskich w krótkim terminie utrzymuje się przewaga byków. Zapał do zakupów akcji jest obecnie zdecydowanie większy niż pokusa pozbycia się walorów. Indeks S&P 500 znajduje się nieopodal ponad trzymiesięcznego maksimum. Wzrosty tłumaczyć można zwiększającymi się nadziejami rynku na to, że spowolnienie wzrostu gospodarczego nie będzie jednak tak dotkliwe jak do tej pory. W pewnym stopniu działa z pewnością magia wstrzymanych podwyżek stóp procentowych. Nadzieje te wydają się dość kruchym fundamentem zwyżki, gdyż wraz z ewentualnym pojawieniem się gorszych danych gospodarczych inwestorzy mogą sobie nagle "przypomnieć" o groźbie spowolnienia.

Z kolei z punktu widzenia analizy technicznej obecny ruch w górę jest konsekwencją przebicia przez S&P 500 oporu wynikającego z podwójnego szczytu z lipca i sierpnia (1280 pkt). W poprzednich komentarzach pisałem już, że jeżeli założymy, że szczyty te stanowiły górne ramię zwyżkującego trójkąta powstającego od połowy czerwca, to potencjał wzrostowy wynikający z tej formacji powinien pozwolić indeksowi zbliżyć się do majowego maksimum (1326 pkt). Jest więc szansa, że zwyżka nie zatrzyma się z dnia na dzień.

Do ciekawych wniosków można dojść, analizując wykres rocznej stopy zwrotu z amerykańskich indeksów. Okazuje się, że lipcowy dołek S&P 500 wypadł idealnie w momencie, gdy roczna zmiana indeksu zmalała niemal do zera. Dla porównania, w szczytowym momencie w maju sięgała 15 proc. Co więcej, nie po raz pierwszy poziom zero był wsparciem. Tak samo było w kwietniu 2005 r. Analizując zachowanie rocznej stopy zwrotu w ciągu ostatnich dwóch lat można zaryzykować tezę, że w nadchodzących tygodniach stopa zwrotu powinna stopniowo rosnąć, prawdopodobnie powyżej 10 proc. Obecnie nie przekracza 8 proc. Analogiczne wsparcie (na poziomie ok. minus 6 proc.) widnieje także na wykresie rocznej stopy zwrotu z indeksu Nasdaq Composite.