Reklama

Cena Ery ciągle nieznana, a kurs Elektrimu spada

Elektrim potwierdził, że doszło do roszad we władzach Polskiej Telefonii Cyfrowej, które we wtorek wywołały euforię wśród inwestorów. KPWiG sprawdzi, kto handlował walorami "Elka" i czy nie naruszył prawa

Publikacja: 07.09.2006 07:15

Komisja Papierów Wartościowych i Giełd przygląda się wtorkowym zleceniom na akcje Elektrimu. Podejrzewa, że doszło do wycieku i wykorzystania informacji poufnych. Tego dnia kurs "Elka" zyskał 53 proc.

DT ma 97 procent

Deutsche Telekom zajął we wtorek większość foteli w radzie nadzorczej i zarządzie operatora sieci Era. Również Niemiec - Klaus Hartmann - zostanie szefem komórkowej firmy. Z rady nadzorczej odwołano m.in. prezesa Elektrimu Piotra Nurowskiego.

DT podał, że zmiany w Erze to skutek transakcji, po której niemiecki operator posiada 97 proc. udziałów PTC. Wczoraj na stronie internetowej Ery zawisła nowa struktura udziałowców, z której wynika, że 48-proc. pakiet papierów odkupiła od Elektrimu spółka T-Mobile Deutschland (ma 70,5 proc.) Elektrim przemilczał te doniesienia. Podobnie jak we wtorek, także w środę szefowie i przedstawiciele konglomeratu nie odbierali telefonów.

Ustalają cenę?

Reklama
Reklama

Nadal brakuje najciekawszego elementu układanki, czyli finansowych parametrów całej operacji. Niepewność co do ceny, którą DT zapłacił lub dopiero zapłaci Elektrimowi za udziały PTC, zepchnęła wczoraj kurs konglomeratu poniżej wtorkowego zamknięcia. W ciągu dnia kurs wahał się. Obroty walorami konglomeratu sięgnęły 100 mln zł. Ostatecznie cena akcji spadła o ponad 13 proc., do 7,94 zł. Mimo to papier Elektrimu był nadal droższy niż w poniedziałek.

Nawet jeśli Elektrim i DT uzgodniły już cenę za Erę, to oficjalnie ostateczna kwota (minimalnie 350 mln euro) będzie przedmiotem negocjacji przed sądem polubownym. Taki bieg wydarzeń przewidywał jeden z naszych rozmówców (pisaliśmy o tym wczoraj w "Parkiecie"). Identyczny scenariusz przedstawił też rzecznik DT brytyjskiej agencji prasowej AFX News. Cytowano go potem na internetowej stronie anglojęzycznego wydania miesięcznika "Forbes".

Powody milczenia

Można się domyślać, dlaczego Elektrim skrzętnie skrywa, ile i w jakiej formie otrzyma (czy otrzymał) za Erę. Są przynajmniej dwa powody. Pierwszy to obligatariusze, którzy oprócz podstawowej kwoty wynikającej z umowy obligacji i odsetek (ok. 513 mln euro) mogą domagać się też tzw. kwoty końcowej. Jeśli wartość majątku Elektrimu po spłacie obligacji będzie wyższa niż 160 mln euro, wierzyciele mogą rościć sobie prawo do 25 proc. nadwyżki.

Drugi powód milczenia to Vivendi. Elektrim Telekomunikacja, spółka kontrolowana przez ten francuski koncern, w dalszym ciągu uważa się za właściciela pakietu 48 proc. udziałów Ery, które właśnie przehandlował Elektrim.

Najpierw ET, a wczoraj Vivendi wydały oświadczenia, w których podważają skuteczność działań DT i Elektrimu. "Ogłoszenia (DT - red.) odzwierciedlają porozumienie DT i Elektrimu, osiągnięte z pogwałceniem decyzji polskich sądów" - napisali Francuzi. Przypomnieli, że 16 sierpnia sąd zawiesił decyzję z marca, na podstawie której Elektrim został potem wpisany w rejestrze sądowym jako właściciel 48 proc. udziałów Ery. W marcu sędziowie wydali postanowienie, po którym na terenie Polski zaczął obowiązywać wyrok wiedeńskiego Trybunału Arbitrażowego, mówiący, że Elektrim był i jest właścicielem Ery.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama