Wybicie dołem z sierpniowej konsolidacji rosyjskiego RTS to najważniejsze wydarzenie na rynkach wschodzących z punktu widzenia naszej giełdy. Notowania w Moskwie pociągnęła w dół spadająca ropa, która w ciągu ostatnich 20 sesji potaniała 15 proc. To największa przecena od prawie dwóch lat, sugerująca, że za wyprzedażą nie stoją tylko nadzieje na koniec kłopotów z podażą ropy, ale także obawa o popyt na ten surowiec. Można ją wiązać z danymi wskazującymi na spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego w USA. Roczna zmiana RTS to wciąż 80 proc. - zdecydowanie najwięcej ze wszystkich europejskich rynków wschodzących. W przypadku dalszych danych wskazujących na wolniejsze tempo wzrostu gospodarczego na świecie będzie to stanowić poważną zachętę do realizacji zysków. Sytuacja jest o tyle niekorzystna, że udział Rosji w indeksach rynków wschodzących, które wylicza Morgan Stanley, zwiększył się. Indeksy te z kolei wyznaczają kierunek ruchu dla WIG20.
Na rynkach rozwiniętych od wtorku trwało odrabianie strat po kilkudniowej przecenie zakończonej w poniedziałek. Jej efekty są różne w Europie i USA. Na Starym Kontynencie Dow Jones Stoxx 50 wprawdzie po odbiciu od linii trendu wzrostowego utrzymuje się w korzystnym trendzie, ale nie przekroczył wierzchołka z 4 września. Na poziomie zbudowanego wtedy maksimum zatrzymał się niemiecki DAX. W tej chwili trudno jest zakładać inny scenariusz niż testy majowego szczytu. W przypadku S&P 500 próbę wybicia się na nowe rekordy możemy mieć już na sesji piątkowej. Czy ewentualne rekordy w USA i Europie będą czynnikiem sprzyjającym notowaniom na rynkach wschodzących, w tym także w Warszawie? To nie jest takie oczywiste, bowiem rynki wschodzące wypadają ostatnio słabiej od rozwiniętych. Wydaje się, że tylko ewentualne przyspieszenie zwyżki w USA i Europie mogłoby się korzystnie przełożyć na emerging markets. Na razie na nic takiego się nie zanosi - roczna zmiana S&P 500 to 8 proc., Dow Jones Stoss 50 10 proc.