Kontrakty na główne indeksy sygnalizowały spadkowy dzień. Gracze w USA tasowali karty i czekali na informacje o zmianach cen producentów i koniunkturze w budownictwie. Na froncie walki z inflacją sytuacja się poprawia. Ceny żądane przez amerykańskich producentów w sierpniu wzrosły tylko 0,1 proc., mniej niż prognozowano, a tyle samo, co w lipcu. Bez artykułów
żywnościowych i kosztów energii wskaźnik PPI spadł o 0,4 proc. W lipcu obniżył się 0,3 proc. To pierwszy taki przypadek od końca 2002 r., kiedy bazowa inflacja cen producentów przez dwa kolejne miesiące spada. Jest to ważny komunikat przed dzisiejszym posiedzeniem komitetu otwartego rynku amerykańskiego banku centralnego. Może łagodząco wpłynąć na zwolenników dalszego zaostrzania polityki pieniężnej. Chłodzący efekt powinna też wywołać wiadomość o gorszej niż przewidywano sytuacji na rynku nieruchomości. Liczba zaczętych budów obniżyła się o 6 proc. Od siedmiu miesięcy wydaje się coraz mniej pozwoleń na takie inwestycje. To źle wróży całej gospodarce, bo konsumenci mogą ograniczyć wydatki.
Informacje te nie odwróciły trendu sygnalizowanego przez kontrakty na indeksy giełd nowojorskich, ale na moment zmniejszyły skalę strat na rynkach europejskich, które we wtorek zgodnie spadały. Powodów nie brakowało. Nastroje inwestorów w Niemczech okazały się dużo gorsze niż przewidywano, a mierzący je wskaźnik instytutu ZEW w sierpniu był na najniższym poziomie od stycznia 1999 r. Ta informacja negatywnie wpłynęła m.in. na notowania firm finansowych, wrażliwych na zmiany koniunktury gospodarczej. Liderami spadków w tej grupie były szwajcarski bank UBS i niemiecki ubezpieczyciel Allianz.
Znany miliarder Warren Buffett stawia na zakłady energetyczne, ale w Azji jego czar nie zadziałał. Wzrost cen ropy sprawił, że inwestorzy pozbywali się ich akcji. Mimo to regionalny indeks Morgana Stanleya, m.in. dzięki spółkom naftowym, zanotował 0,2-proc. zwyżkę.