Wszyscy zastanawiają się, czy koalicja przetrwa, czy też nie. A mnie akurat to pytanie wcale nie trapi. Ciekawsze jest co innego - jak długo to będzie się jeszcze ciągnąć?

Problem z tą koalicją - podobnie jak z poprzednimi - polega bowiem na tym, że gdy jest silna i gotowa wygrywać głosowania, zwykle głosuje nie po mojej myśli. Przykładowo - czy zostały uchwalone obniżki podatków? Nie. Czy mamy takie zmiany prawa, które doprowadzą do wzrostu podaży mieszkań, a nie przyspieszą wzrost cen? Nie widzę. Czy są jakieś pomysły na przyspieszenie budowy autostrad, czy generalnie rozwój infrastruktury? Nie za bardzo. Czy widać przyspieszenie pracy sądów, spadek cen usług adwokackich czy też generalnie - prawniczych oraz liberalizację przepisów dotyczących innych korporacji? Są próby.

Za to mamy mieć nowy podatek od samochodów importowanych (dla przeciętnego Polaka - wyższy niż płacona obecnie akcyza), nowy podatek od sprzedaży mieszkań, podwyżkę akcyzy na paliwa itd.

Na szczęście jednak całe to zamieszanie w koalicji doprowadziło do tego, że kolejne co bardziej drastyczne pomysły są łagodzone - w końcu trzeba dbać o wyniki sondaży. A odkąd spór między Samoobroną, LPR i PiS wybuchł z większą siłą, w ogóle nie słychać o kolejnych, "sprzyjających obywatelom" propozycjach. To oznacza, że im bardziej nasza władza - zarówno ta, jak i poprzednie - zajmuje się sobą, tym mniej ma czasu na wymyślanie nowych sposobów wyciągnięcia pieniędzy z m.in. z mojego portfela.

Więc niech się kłócą jak najdłużej.