Szef koncernu Hewlett-Packard Mark Hurd będzie zeznawać w przyszłym tygodniu przed podkomisją nadzoru i dochodzeń Kongresu w sprawie skandalu dotyczącego przecieków prasowych ze spółki. Informacje, że mógł on odegrać poważną rolę w aferze, odbiły się negatywnie na notowaniach HP.
Hurd dołączy do ośmiu innych osób, które już otrzymały wezwania do stawienia się na Kapitolu - przed Komisją Handlu i Energetyki Izby Reprezentantów. W tej grupie znajduje się odchodząca prezes rady nadzorczej HP Patricia Dunn, która została zmuszona do dymisji po ujawnieniu jej roli w skandalu.
Afera sięga 2005 r., kiedy doszło do przecieku do prasy z rady nadzorczej HP. Firma zarządziła wewnętrzne śledztwo i zatrudniła firmę detektywistyczną, aby znaleźć gadatliwego członka władz spółki. 6 września br. Hewlett Packard przyznał otwarcie, że wszedł w posiadanie billingów telefonicznych szefów HP oraz kilku dziennikarzy, naruszając prawo zakazujące podszywania się pod inne osoby w celu uzyskania poufnych informacji. Praktyka ta określana jest w USA jako "pretexting". Ostatnie wyniki dziennikarskiego śledztwa świadczą o tym, iż Hurd mógł, podobnie jak Dunn, wiedzieć o zastosowanych przez firmę detektywistyczną metodach.
Ponieważ obecny szef HP jest uważany za jednego z głównych architektów przebudowy komputerowego giganta po odejściu wiosną w 2005 r. Carly Fioriny, pogłoski o dymisji dały sygnał do wyprzedaży akcji spółki. Tylko w czwartek straciły one ponad 6 procent, i to przy bardzo wysokich obrotach. Analitycy podkreślają, że HP wciąż opiera się na solidnych fundamentach, ale skandal może odbić się negatywnie na decyzjach podejmowanych przez wyższy management.
Sprawą przecieku i wewnętrznego dochodzenia w Hewlett-Packard interesuje się już kalifornijska prokuratura, Departament Sprawiedliwości oraz Kongres, a także Komisja Papierów Wartościowych i Giełd.