Wczoraj wieczorem odbyło się kolejne nieformalne posiedzenie Rady Ministrów. Szefowie resortów dogadywali przesunięcia środków w istniejącym już projekcie budżetu na 2007 r. (zakłada 30 mld deficytu, przy dochodach 212,2 mld zł). Wicepremier i minister finansów Zyta Gilowska czekała z ujawnieniem własnych korekt aż do poniedziałkowego spotkania. Dlatego dopiero jutro, a nie - jak wcześniej planowano - dzisiaj budżet z poprawkami może być przyjęty przez Radę Ministrów.
Antyrozwojowy plan
Zatwierdzenie projektu oz-nacza, że nawet w przypadku wcześniejszych wyborów będzie on podstawą do prowadzenia polityki finansowej w przyszłym roku. M.in. dlatego negatywnie o budżecie wypowiadają się organizacje pracodawców. Business Centre Club ostrzegł, że poziom zadłużenia Polski staje się niebezpieczny dla przyszłości kraju. Konfederacja Pracodawców Polskich oceniła projekt jako "antyrozwojowy". Przyjęcie budżetu stało się jednak łatwiejsze po tym, jak koalicję opuściła Samoobrona. To właśnie partia Andrzeja Leppera zgłosiła większość propozycji prowadzących do wzrostu wydatków.
Czego chce PSL?
Decyzje w sprawie finansów państwa zbiegają się w czasie z montowaniem przez Prawo i Sprawiedliwość nowej koalicji w Sejmie. Marek Kuchciński, szef klubu PiS, ocenia, że rząd będzie mógł liczyć na poparcie 240 osób. Wszystko jednak zależy od tego, czy na współpracę z PiS zdecyduje się PSL. Rozmowy w tej sprawie kontynuowane będą w środę, a więc równoległe z przyjęciem projektu budżetu na 2007 r. Dziś za to zbierze się Naczelny Komitet Wykonawczy Stronnictwa. - Do rozmów na tematy programowe jeszcze nie doszło. Na razie oczekujemy wyjaśnienia, na jakie poparcie, prócz PSL, liczyć może w Sejmie PiS - mówi nam wiceprezes ludowców Janusz Piechociński. Kłopot w tym, że programy obu partii nie są zbieżne ze sobą. Stronnictwo zgłaszało postulaty utrzymania uproszczonych form opodatkowania, stopniowego zmniejszania stawki podstawowej VAT z 22 do 16 proc., zwiększenia składek ZUS, a także wprowadzenia zerowej stawki PIT dla mniej zarabiających.