Wczoraj bank centralny, po raz drugi w tym roku, podniósł stopy procentowe do 2,5 proc. Podwyżka o 25 pkt bazowych była oczekiwana przez mniej niż połowę z grupy kilkunastu ekonomistów ankietowanych przez Bloomberga.

Decyzja jest reakcją na osłabienie się w stosunku do euro dotychczas wyjątkowo mocnej krajowej waluty. Tańsza korona wywołała obawy, że importowane towary zaczną drożeć, stymulując wzrost inflacji, która, zgodnie z przewidywaniami banku centralnego, wyniesie w przyszłym roku 4,7 proc. Zdaniem Alesa Michala, ekonomisty z praskiego oddziału Raiffeisen banku, wyższe stopy pozwolą zneutralizować efekt wyższych od wcześniej planowanych wydatków państwa (rząd zaakceptował w poniedziałek projekt budżetu, który zakłada deficyt budżetowy na poziomie 4, a nie, jak dotychczas planowano - 3,3 proc.). - Rada polityki pieniężnej najwyraźniej doszła do wniosku, że luźniejsza polityka fiskalna może się przełożyć na wzrost cen w przyszłym roku - twierdzi ekspert. - Tracąca na wartości korona również miała wpływ na takie posunięcie - dodaje A. Michal. Czeski pieniądz umocnił się wczoraj w stosunku euro o 0,1 proc. i za wspólną walutę wystarczyło zapłacić 28,38 korony.

Czechy nie są jedynym państwem w regionie, w którym koszt kredytu może wzrośnie. Przedwczoraj stopy procentowe podniosła Słowacja do 4,75 proc., a w poniedziałek Węgry - do 7,75 proc.

Bloomberg